Skąd życie?

Nie żyję sam z siebie. Nie ja wprawiłem w ruch moje serce, nie ja dałem sobie świadomość, nie ja ułożyłem swą pierwszą myśl, nie ja…

Mam tyle, ile przyjmuję. Zgodzić się na bycie obdarowywanym. Stać się ubogim, bezbronnym, gotowym przyjąć.

Życie to umiejętność przyjmowania. I wcale nie chodzi tu o zachłanność, o chciwość, o zabieganie, by posiadać. To delikatna granica. Przyjmować, a nie mieć. Posiadać, ale nie być obciążonym. Uświadomić sobie istnienie życia we mnie i mieć pełną wolność. Jak bardzo życie nabiera wartości od momentu zdania sobie z niego sprawy. Jaką wartość ma życie człowieka, który o tym wie, że żyje. I zawsze będzie tajemnica, to pytanie, skąd we mnie życie? Prawdziwe przyjęcie życia spowoduje wielkie pragnienie dzielenia się nim. I jak tu nie cieszyć się życiem? I jak tu nie być wdzięcznym życiu? Przecież to nie ze mnie.

Ile pomyłek w ocenie wartości życia, które często mierzy się stanowiskiem, sytuacją materialną, umiejętnościami, użytecznością. Pozbyć się całej tej skorupy, zostawić wszystko co nie potrzebne. Im prościej, tym lepiej. Tak jak pragniemy dojść do źródła rzeki, znaleźć to miejsce najczystsze, krystaliczne, nieskażone, tak i w sobie znaleźć to źródło, to wielkie pragnienie. Jest to zadanie, moc życia, to początek tego, co w nas nieskończone, co w nas nie przemija.

Śmiało można stwierdzić, że życie jest cudem. To niesamowite. Ile potrzeba było czasu, żeby człowiek zauważył, że wszystko, od najdalszych gwiazd jest tak poukładane, żeby życie ludzkie było możliwe. Gołym okiem nie dostrzegamy ciśnienia, składu atmosfery, temperatury, grawitacji i wszystkich innych nazwanych dziwnie przez nas praw fizyki, a bez tego wszystkiego życie byłoby niemożliwe. Zatem Ktoś mnie chciał. Jak dojść do Niego, jak Go odkryć? Gdzie Go znaleźć? Czy gdzieś daleko, gdzieś ponad tymi wszystkimi prawami fizycznymi, układami gwiezdnymi? Gdzieś w tej stworzonej materii? Przypuszczam, domyślam się, że tam gdzie cała moc i siła życia. Stąd ludzie poszukiwania i dążenia, stąd tłumy na pełnych energii wydarzeniach, widowiskach, spektaklach, imprezach. Ale czy jest tam źródło życia? Czy ktoś je odnalazł, odkrył, rozpoznał, wskazał?

Jak się przebić do pełni życia, jak mieć je w sobie teraz, każdego dnia, w momencie choroby, w momencie, kiedy nie ma się sił, kiedy brak energii do działania, kiedy wszystko wydaje się przeciwko nam?

Pozostaje mi dążyć do wnętrza siebie, do samej głębi, to najpewniejsze, tam na pewno jest. Pozostaje mi drugi człowiek, tam tez na pewno jest źródło. Tak jak trudno pod górę iść do źródła, tak trudno przebić się przez maskę do drugiego człowieka, przez wszystkie barykady, mury zabezpieczające, farbki maskujące, zachowania odgradzające. A ile tego we mnie. Jak dojść do źródła? Wielkim pragnieniem. Siłą jest pragnienie, pragnienie czego? Życia, nieprzemijania, trwania w nieśmiertelności. Czy mogę powiedzieć, że pragnieniem celu dojdę do źródła? Czy źródło jest celem? Wydaje się, że tak, tak czuję. Zatem samo życie wystarczy, nic więcej. Po prostu być, być obecnym.

Przeczytaj również: