Krótko o śmierci

Dowiaduję się, że w moim domu podłożona jest bomba zegarowa, która tyka non-stop. Wiem, że wybuchnie, tylko nie wiem kiedy. Co robię? Natychmiast dzwonię po najlepszego sapera by ją odnalazł i rozbroił. Trudno po otrzymaniu takiej informacji żyć dalej jak gdyby nigdy nic. Tymczasem w moim życiu naprawdę podłożona jest taka tykająca bomba. To śmierć. Wiem o niej od zawsze. Co chwilę ktoś umiera i wiem, że mnie czeka to samo. Otaczająca mnie kultura pełna jest śmierci, ale żyję tak jak gdyby jej nie było. Jestem totalnie pochłonięty doczesnością. Jakby to ona była wieczna, a refleksja nad śmiercią jest na tyle powierzchowna, że nie umiem nabrać zdrowego dystansu do tego co „tu i teraz”. Nie chcę myśleć o śmierci. Nie mam na nią pomysłu. Boję się tego momentu, kiedy wybuchnie i pochłonie mnie lub moich bliskich. Chrześcijaństwo nie jest jedną z wielu religii. To Dobra Nowina, która głosi, że jest Saper zdolny rozbroić tą bombę.

Śmierć jest paradoksem. Tajemnicą. Przejściem. Najważniejszym komunikatem, jaki daje nam życie. Śmierć to coś najbardziej nienaturalnego i nielogicznego w naszym życiu. Na nic innego nie ma takiej niezgody w naszym sercu jak na śmierć. Nie ma się co dziwić. Śmierć jest zaburzeniem najgłębszego Bożego zamysłu względem stworzenia. Jest jak gruba, żelbetonowa ściana postawiona na drodze pędzącego pociągu. Tęsknota za wiecznością jest wpisana przez Boga w nasze serca. Krótko mówiąc, jesteśmy zaprogramowani na wieczność. Jakie pytanie stawia dziecko, kiedy otrzymując coś chce mieć pewność, że to coś naprawdę będzie jego? Dziecko pyta: na zawsze? Znam to pytanie, bo sam wielokrotnie je zadawałem. Chodzi o to, że naprawdę masz tylko coś, co masz na zawsze. Gdyby życie miało się kończyć w chwili włożenia ciała do trumny, to ja chrzanię takie życie. To jedynie kilkudziesięcioletnia dzierżawa. I to często niestety nie usiana różami.

Paradoks śmierci polega też na tym, że może ją pokonać jedynie inna śmierć. To tajemnica, którą wyjawił nam Chrystus. Jeśli trzymając Go za rękę wchodzimy w nią do końca, ostatecznie dotrzemy do życia. Takie zdjęcie odwiecznej klątwy. Wpuść do życia diabła – skończy się śmiercią. Wpuść do śmierci Jezusa – skończy się życiem.

Współczesna kultura pełna jest fascynacji śmiercią. Od trupiomakabrycznych zabawek dla dzieci po filmy i muzykę dla dorosłych, która niemal zabija. Jestem trochę zero-jedynkowy. Patrzę na świat jak na pole walki duchowej. Albo coś jest od Boga albo od diabła. Nie ma rzeczy neutralnych. Dzisiaj stosunek świata do śmierci jest pokłosiem piekielnych katechez. Jest dwubiegunowy. Bo, albo próbuje się o śmierci zapomnieć, albo ją oswoić. Obydwa rozwiązania nierealne. Nawet jak zapomnisz, to ona z pewnością przypomni o sobie. A oswoić się nie da. Jest trzeci sposób na śmierć. Jedyny skuteczny. Trzeba ją pokonać. Czy jest ktoś kto by żył a nie zaznał śmierci, kto by życie swe wyrwał spod władzy Szeolu? (Ps 89, 49). Jest. Jezus Chrystus. No i oczywiście wszyscy, którzy w to uwierzyli.

Adam Szefc Szewczyk