Słownik nietolerancyjny

W Niemczech przyjęta została oficjalnie trzecia płeć zwana „inna”. Odtąd urzędy w wymiarze formalnym i społeczeństwo na wszelkich innych polach będą używać trzeciego wariantu płci poza kobietą i mężczyzną. To pierwszy kraj w Europie, który zdecydował się na ten krok, a Sąd Najwyższy uzasadnił przed prawicową częścią społeczeństwa, że „otwarcie możliwości nie oznacza, że trzeba z nich korzystać”.

Gdyby zakończyć ten artykuł tylko na powyższym akapicie, w komentarzach na pewno rozpęta się burza: „co za głupota!”, albo „nareszcie ktoś zauważył ten problem”, albo jeszcze „nie mają innych problemów, że marnują czas na pierdoły?”. A teraz zwróćmy uwagę na treść akapitu. To tylko informacja. Przekaz zdarzenia, które rzeczywiście zaistniało. Nie jest ani skomentowane krytycznie, ani z aprobatą. Czy to, że pojawia się na stronie o określonym profilu determinuje, w jakim charakterze informacja jest podana? Albo jakie są intencje? Niekoniecznie. Mimo to, wśród komentarzy prawdopodobnie pojawiłoby się hasło „nietolerancyjni!”.

Ścierpieć czy popierać?

No właśnie. Cóż ta cała tolerancja znaczy? Tolerować wg Słownika PWN to „odnosić się z pobłażaniem do nagannych zachowań lub zjawisk” lub „godzić się na obecność jakiejś osoby mimo braku aprobaty dla niej”.  W pewnym sensie osoby walczące współcześnie o tzw. „tolerancję” sami strzelają sobie w kolano, bo wskazują na to, że zachowanie którego bronią, jest naganne (z definicji słowa). Etymologicznie słowo pochodzi od łacińskiego tolerantia – często tłumaczonego jako „cierpliwa wytrwałość”; od łac. czasownika tolerare – „wytrzymywać”, „znosić”, „przecierpieć”, „ścierpieć”, ale również „popierać” i „podtrzymywać”). Ścierpieć, a popierać to jednak dwa dokładnie przeciwne słowa, więc jak mogły znaleźć się w jednej definicji?

Żeby jednak było bardziej obiektywnie, trzeba napisać, że ten sam Słownik PWN podaje też definicję rzeczownika odczasownikowego słowa „tolerować”, czyli „tolerancja”. Ta oznacza już „poszanowanie czyichś poglądów, wierzeń, upodobań, różniących się od własnych”. Szacunek to rzeczywiście dobre słowo, które łączy niejako słowa „ścierpieć” i „popierać”, bo przenosząc na inny grunt – nawet jeśli kogoś nie lubimy, możemy go jednocześnie darzyć szacunkiem np. za jego dokonania czy cechy, a równocześnie często szanujemy ludzi, których lubimy. I właśnie w tym ludzkim rozumieniu szacunku zgadzam się z tą ostatnią definicją tolerancji. Bez względu na to, co głosi dany człowiek lub jakie ma poglądy, jako istota ludzka jest godny szacunku. Posiada wrodzoną godność, czy to ze względu na prawo naturalne, czy z punktu widzenia wiary katolickiej – jest stworzony na Boży obraz i wyniesiony do ogromnej godności Bożego dziecięctwa.

Nadużywanie tolerancji

Problem pojawia się jednak wtedy, gdy zgodnie z zasadą politycznej poprawności i współcześnie rozumianej tolerancji, wymaga się od wszystkich ludzi, akceptowania wszystkich postaw. No może nie wszystkich, ale tych, o które aktualnie się walczy. Jakie to postawy? Liberalne środowiska walczą o prawa grup LGBT, prawo do akceptacji różnych orientacji seksualnych, samodzielnego określania własnej płci, czy o prawo do wolności decyzji o zakończenia własnego i cudzego życia (eutanazja, aborcja) oraz wiele innych. Kiedyś wymienione postawy były uznawane za złe, a dziś patrzymy (jako społeczeństwo) na nie z większą akceptacją. Z kolei nikt dziś nie nazwie nietolerancją potępienia kradzieży czy morderstw – to oczywiste. Ale już przyzwolenie na pornografię postępuje, podobnie jak nawet postawy pedofilskie, które powoli, ostrożnie lansowane są przez niektóre „postępowe” partie w Zachodniej Europie. To metoda małych kroków. Granice zatem się przesuwają.

O co jeszcze walczymy? O równe traktowanie płci w przestrzeni publicznej. Pełna zgoda, o ile robimy to w ramach właściwych dla płci cech oraz woli przedstawicieli tych płci, czyli upraszczając, jeśli statystycznie w roli przedszkolanki lepiej czują się kobiety, a w roli technika czy mechanika facet, to nie róbmy na siłę parytetów i nie zacierajmy pięknych różnic charakterystycznych dla danej płci. Takie eksperymenty robiono w Skandynawii i wyszły mizernie. To oczywiście nie znaczy, że nie można zatrudnić pana „przedszkolanka” czy pani mechanik. Feminizm początkowo był dobrym ruchem, ale dziś wypaczony jest o 180 stopni i kobietom więcej szkodzi, niż przynosi pożytku. Niestety nie mam odpowiedzi na pytanie, jak określić takie ramy dla płci „inna”. Chyba tylko „róbta co chceta”. Z rasizmem jest podobnie. Należy go potępiać, ale nie stosując podwójnych standardów, czyli uczciwie i sprawiedliwie. Dziś dochodzi do odwrócenia sytuacji, bo z czarnoskórej osoby nie można żartować, choćby nawet żart nie odnosił się w ogóle do koloru skóry (co pokazują licznie nagłośnione sytuacje choćby w USA), a np. w RPA czarnoskórzy mieszkańcy prowadzą niejako odwet na białych tworząc niekorzystne dla nich prawa państwowe związane z uwłaszczaniem ziemi itd. Odbywa się zatem odwrócony apartheid. To też przecież rasizm.

Co w tym złego?

Podobnie jak wspomniany feminizm, wiele ruchów społecznych ma głębokie i wartościowe uzasadnienie, gdyż w przeszłości dochodziło do przemocy silnych wobec słabszych (w uproszczeniu czytajmy białych nad czarnymi czy mężczyzn nad kobietami). Jednak w pewnym momencie przekroczyliśmy tzw. punkt przegięcia. Oczywiście – dalej są obszary wymagające poprawy. Chodzi tylko o zdrowy rozsądek. Dziś wyrównywanie szans niektórzy rozumieją jak wyrównanie wszystkiego. Czyli taka współczesna komuna. Niech faceci wszczepią sobie komórki mlekowe i karmią niemowlaki – żeby było równo. Niech faceci mają miesiączkę – żeby było równo. To nie żart! Dzieci podczas zajęć z wychowania seksualnego będą uczone w szkole, że “wszystkie płcie” mogą mieć okres. Takie porady dla nauczycieli zostały zatwierdzone przez Radę Miasta Brighton i Hove w Anglii – podał „The Telegraph”. Pojemniki na produkty związane z miesiączką będą we wszystkich toaletach dla dzieci. Prawdziwy punkt przegięcia. Dla mnie jest nim z pewnością zerwanie z naturalnym porządkiem i wypaczanie człowieka, a już zupełnie przewrotne jest robienie tego pod szyldem walki o wolność.  „Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka” – twierdził Alexis de Tocqueville (1805–1859) – francuski myśliciel polityczny i dyplomata.

To trudne, bo staram się czasem wczuć w głosy liberałów, których np. dręczy widok krzyża w przestrzeni publicznej i zastanawiam się czy mają prawo żądać jego usunięcia. I choć w środku krzyczę – oczywiście, że krzyż musi zostać, to próbuję wyłapać ich argumentację. Ktoś powie: dobra, jeśli ty chcesz żebyśmy nie narzucali ci i nie promowali gender lub homoseksualizmu, to ty nie narzucaj nam wiary w Boga i usuń z krajobrazu kościoły. Czy to równy handel? Nie. Po czym to poznaję? Po owocach. Kościół bezsprzecznie wniósł w społeczeństwo nieoceniony dorobek cywilizacyjny, od propagowania mądrych postaw moralnych, przez edukację (szkoły, uczelnie), medycynę (badania, szpitale), technologię (drukarstwo, piśmiennictwo) i tak wymieniać można do rana. Oczywiście są wpadki i problemy jak w każdej grupie społecznej, ale to nie podważa roli i znaczenia Kościoła co do zasady.  Cóż z kolei daje ludziom np. ideologia gender? Na razie tylko zadaje społeczeństwu rany, niszczy rodziny, miesza dzieciom w głowach, daje ułudę wolności, ale ponieważ to dość młody temat, jeszcze nie znamy jego pełnych skutków. Sądzę, że jednak będą negatywne. Zainteresowani tematem pogłębionym m.in. przez cenionego ks. dr hab. Dariusza Oko i innych wiedzą, że to skutecznie i systematycznie realizowany plan niszczenia społeczeństwa w celu jego większej jeszcze kontroli i podporządkowania.

Na koniec coś, co myślę, wymaga wyjaśnienia i powtarzania do bólu. Kościół nie odrzuca reprezentantów LGBT, jako ludzi, ale odrzuca same niszczące jednostki i społeczeństwo postawy. Walczy z ich promocją, jako szkodliwą. Z założenia raczej próbuje osobom pogubionym pomagać, ale nie tak jak „pomaga” matka, która pozwala dziecku na wszystko, ale raczej jak ta, która pokazuje dobre i złe konsekwencje określonych działań, czyli innymi słowy, wychowuje. Czytasz to i się buntujesz? Cóż, dziecko też się złości, gdy mama zabrania mu bawić się widelcem przy gniazdku z prądem, ale to nie oznacza, że dziecko ma rację i należy pozwolić mu się bawić. W obu przypadkach zabawa może kosztować bardzo wiele.

Czy zatem wprowadzenie „innej” płci jest dobre czy złe? Jeśli ktoś nie wie tego już dziś, to niech poczeka. Dowiemy się po owocach.

Krzysztof Zieliński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *