Pod prąd

Chcesz żyć pod prąd? Wyłącz prąd. Nie chce siać teorii spiskowych, ale mam pewność, że jesteśmy niewolnikami urządzeń na prąd. Nie chodzi oczywiście pralki czy roboty kuchenne. Chodzi o te, które dają nam dostęp do mediów – telewizja, internet i tego typu dobrodziejstwa. Za komuny (niewiele pamiętam, ale coś tam pamiętam) media miały tą samą funkcję co dzisiaj. Edukując, informując i bawiąc były jednocześnie intensywnie wykorzystywane by nas, nazwijmy to, formować. 

Internet, jak nazwał to mój kumpel, od czasu koła, jest wynalazkiem, który najbardziej zrewolucjonizował świat. No trochę racji w tym jest. Jako globalna biblioteka dostępna dla każdego, wszędzie i o każdej porze sprawia, że stajemy się do siebie podobni. W każdym tego słowa znaczeniu. Wyglądamy podobnie, myślimy podobnie, gramy podobnie, żyjemy podobnie. W kulturze to jest tak, że najbardziej popularni niekoniecznie stają się ci najlepsi (choć w muzyce to pojęcie trochę abstrakcyjne), ale ci najlepiej wypromowani. Inaczej mówiąc, ktoś kto ma do dyspozycji wszystkie te medialne wynalazki decyduje o tym, co tygryski będą lubić najbardziej. Są domy, gdzie rwetes na okrągło włączonego telewizora jest jak powietrze. Wyłącz go, a czegoś będzie brakować. Pojawi się kłopotliwa cisza, z którą nie wiadomo co zrobić. O uzależnieniu od komórki z dostępem do internetu już nie wspomnę. Jest taka znana starożytna ikona TRZY MAŁPY. Jedna małpa zasłania sobie oczy, druga uszy a trzecia usta. Symbolizują one stare japońskie przysłowie: Nie widzę, nie słyszę, nie mówię. Jakiś dowcipny internauta wrzucił do sieci uwspółcześnioną wersję tej ikony. Pojawia się czwarta małpa, łącząca w sobie cechy trzech pierwszych. Jednocześnie nie widzi, nie słyszy i nie mówi. W łapach trzyma smartfona. Przekaz jasny. Dzieciom nie wolno bawić się zapałkami. Ale dlaczego rodzice pozwalają dzieciom bawić się komórkami? Z tego drugiego może wybuchnąć znacznie groźniejszy pożar. Żeby nie być posądzonym o katolicką stronniczość, zacytuję izraelskich rabinów, którzy walą prosto z mostu:internet to dzieło szatana. Czołowi ultraortodoksyjni żydzi wydali w tej sprawie specjalny list. Czytamy w nim: obowiązkiem każdego Żyda jest ratowanie bliskich i sąsiadów przed duchowym zagrożeniem, jakie niesie ze sobą Internet (…) Doszliśmy do sytuacji, w której każdy za pomocą telefonu komórkowego może być narażony na niebezpieczne widoki, które są surowo zabronione przez Torę i mogą mieć destrukcyjne konsekwencje. Niektórzy zaglądają na takie strony, bo całkowicie zawiedli, a inni dlatego, że są po prostu ciekawi. Rozsypało się przez to wiele domów i wiele rodzin. 

A w ramach ciekawostki dodam od siebie, że w języku hebrajskim literze W odpowiada cyfra 6. A jak zaczyna się każdy adres mailowy? No dobra, nie czepiam się już. To oczywiście zbieg okoliczności. W takim razie garść przykładów ze świeckiego podwórka. Serwis telegraph.co.uk informuje, że studenci brytyjscy nie są w stanie skupić się na czytaniu książek naukowych, ponieważ ich umysły zostały “wkręcone” przez internet. A psychologowie ostrzegają, że w ciągu trzech lat setki tysięcy brytyjskich nastolatków będzie wymagać leczenia farmakologicznego lub szpitalnego z powodu nadmiernego korzystania z sieci. Młodzi zanurzeni po uszy w portalach społecznościowych tracą zdolność i ochotę do budowania relacji face to face. Życie w realu staje się dla nich zbyt nudne albo zbyt kłopotliwe. Sieć jest największym złodziejem czasu w historii. Sam bezpowrotnie straciłem setki godzin oglądając durnowate filmiki na YouTubie. I tak dalej, i tak dalej. To naprawdę tylko kilka pierwszych z brzegu przykładów. 

Wystarczy. Zamykamy laptopy i tablety. Wyłączamy telewizory, a komórki odkładamy na półkę. I otwieramy Słowo Boże. Słowo cisza występuje w Biblii jedynie dziesięć razy. A jednak to w ciszy Bóg zwykle przemawia do człowieka. Przymierze z Abrahamem, krzak ognisty, góra Synaj. Tam nie było zgiełku i tłumu gapiów. Z dala od hałasu świata Maryja poczęła i porodziła Jezusa. Jezus umierał i zmartwychwstawał w samotności. I ciszy. Modlitwa Jezusa najbardziej kojarzy się z odosobnieniem. Z górą, pustynią albo ogrodem. W Mateuszu czytamy: 

Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał.  Mt 14,22-23. 

Dzisiaj odprawić tłumy i udać się na górę oznacza wyłączyć laptopa i komórkę. Niby niewiele, ale spróbuj to zrobić. Nie takie proste. Ostatecznie, wracając do początku wpisu, z dobrze strzeżonego więzienia nie jest tak łatwo uciec. Ale da się. 

Adam Szefc Szewczyk