Czy zbliża się ekologiczna katastrofa?

Kiedy w 2015 wyczytałem w sieci, że najnowsza encyklika papieża Franciszka poświęcona jest ekologii, pomyślałem, że to jakiś żart. Albo pomyłka. Myślałem, że  chodzi o ekumenię albo teologię. Ta Ekologia pachniała mi jakoś tak greenpeaceowo. Albo nawet niuejdżowo. Trudno mi było uwierzyć, że najważniejszy papieski dokument może być poświęcony tak pospolitej sprawie. A jednak.  Dzisiaj wiem, że się myliłem. Wszystko dzięki sinicom. Wakacje nad Bałtykiem to jeden z obowiązkowych punktów programu. Pogoda tego roku była wymarzona. Tylko ta woda jakaś taka zielona. Wystarczyła wizyta na jednym z portali i wszystko stało się jasne. Czyli zielone. Inwazja sinic. Lista kąpielisk z zakazem wstępu do wody wywoływała w sercu wczasowicza Adama i jego rodziny smutek. Bo co to za wczasy nad Bałtykiem, kiedy na wodę można tylko patrzeć? Po powrocie zorientowałem się, że z tym polskim morzem sprawa jest znacznie poważniejsza. Okazuje się, że umiera. A wraz z nim świat, jaki znaliśmy od pokoleń. Z kosmosu Bałtyk wygląda jak wielki, zielony wir. Widok zachwycający. Ale przede wszystkim niepokojący. To co widać na satelitarnych zdjęciach NASA jest ostrzeżeniem – dzieje się coś bardzo złego. Przez lata człowiek żył w przekonaniu, że z jego działalnością i związanymi z tym konsekwencjami ziemia da sobie radę. Dzisiaj już wiemy, że nie da. Bałtyk to tylko wierzchołek góry lodowej. Ale dobrze pokazuje na czym polega problem. Po pierwsze ocieplenie klimatu sprzyja rozkwitowi sinic. To blokuje dostęp promieni słonecznych do niższych warstw morza. W efekcie umiera tam życie. Umierają rośliny i zwierzęta, które tymi roślinami się żywią. Drugi problem jest taki, że dla wielu koncernów i państw Bałtyk jest po prostu śmietnikiem, w którym ląduje najgorszy syf jaki nasza cywilizacja jest w stanie wyprodukować. Jeśli do tego dodamy fakt, że Bałtyk jest morzem zamkniętym, w którym wymiana wód dokonuje się jedynie raz na kilkadziesiąt lat, możemy być pewni – za niedługo nasze morze stanie wielkim, cuchnącym bajorem. Smutne, prawda?

Kiedyś działanie człowieka nie miało takiego wpływu na środowisko jak w ostatnich kilkudziesięciu latach. To kwestia rozwoju przemysłu. Konsumpcyjnej mentalności. I przede wszystkim braku myślenia ekologicznego. Niestety, niektórych procesów nie da się już zatrzymać. Za późno. ONZ mówi wprost: nasz świat zginie. Linda Mearns z Narodowego Centrum Badań Atmosferycznych bezlitośnie uświadamia nas, że podniesienie temperatury na świecie o jeden stopień Celsjusza do 2020 roku jest pewne. Efekt? Bez wody pitnej zostanie miliard ludzi. Podniesienie tej temperatury o dwa stopnie przewidziano na rok 2050. Wtedy bez wody pozostanie dwa miliardy ludzi. Zwierzętom za działalność najinteligentniejszego mieszkańca ziemi też się nieźle oberwie. Nie da się powstrzymać wyginięcia jednej trzeciej gatunków.  

Lester Brown, jeden z największych autorytetów w dziedzinie świadomości ekologicznej napisał książkę pod tytułem Świat na krawędzi. Facet naprawdę zna się na rzeczy. Tym bardziej niepokojąco brzmi jego diagnoza: pacjent Ziemia jest w krytycznym stanie i znajduje się na oddziale intensywnej terapii. Czytałem wywiad z nim. Szok, smutek i przerażenie. Rozpędzeni naszą codziennością nie mamy czasu ani ochoty myśleć o tych sprawach. Niektórzy jednak myślą. Już teraz wiem, o co chodzi Bono z U2, który od lat z uporem maniaka walczy o czystą planetę. Billie Joe Armstrong z Green Day, Leonardo DiCaprio, Sepultura, Neymar. Ta lista jest znacznie dłuższa. Lista ludzi, którzy zorientowali się, że mamy problem. Globalny. I jeśli z tym czegoś nie zrobimy, już możemy myśleć o pogrzebie naszej planety. Czasu zostało bardzo mało. Może nawet za mało. Kondukt już idzie. Na tej liście jest też papież Franciszek ze swoją encykliką.  Mówimy o wielkim, cywilizacyjnym grzechu przeciwko piątemu przykazaniu.  

Grzech to wirus, który sprawia, że wszystko co zostało stworzone psuje się i przemija. To reguła, która obowiązuje wszędzie. W mikro i makro skali. Człowiek rodzi się, starzeje i umiera. Jak zwierzęta i rośliny. Jak gwiazdy i galaktyki. Wszystkie wielkie cywilizacje podlegają temu samemu prawu. Powstają, przeżywają okres rozkwitu i upadają. Przeminęli Majowie, upadli Grecy, rozpadł się Rzym. Nie łódźmy się – nasza cywilizacja też upadnie. Już zaczęła. Naukowcy z NASA badając zjawisko upadku cywilizacji, doszli do zdumiewającego odkrycia. I tu najlepsze: za upadek cywilizacji odpowiadają dwa czynniki: wyczerpywanie zasobów naturalnych oraz nadmierne rozwarstwienie w społeczeństwie. Jak nazwać to jednym słowem? Chciwość. Krótko i na temat. Pasuje nam ta diagnoza do naszej kochanej cywilizacji? Jak ulał. Zerknijmy do Biblii, która na ten temat mówi tak: 

Niech życie wasze będzie wolne od chciwości; poprzestawajcie na tym, co posiadacie; sam bowiem powiedział: Nie porzucę cię ani cię nie opuszczę (Hbr 13,5)

Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest miłość pieniędzy; niektórzy, ulegając jej, zboczyli z drogi wiary i uwikłali się sami w przeróżne cierpienia (1 Tm 6,10)

Co w takim razie robić, skoro jest tak źle? Być może nie będziemy w stanie bezpośrednio wpłynąć na rządzącymi państwami, jednak możemy swoim zachowaniem dać przykład naszemu otoczeniu, że sprawa jeszcze nie jest przegrana. A w naszych modlitwach polecajmy tą sprawę Panu Bogu. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *