Uwierz w siebie, czyli horror pozytywnego myślenia

Zacznę od cytatu Marii Skłodowskiej – Curie: 

Trzeba mieć wytrwałość i wiarę w siebie. Trzeba wierzyć, że człowiek jest do czegoś zdolny i osiągnąć to za wszelką cenę.

I jeszcze taki: 

Nie ma rzeczy, której nie można by zdobyć wytrwałą pracą i pilnym staraniem. – Seneka Młodszy

To kłamstwo. Jedna z najbardziej szkodliwych idei XXI wieku. Nie można być tym kim się nie jest. Kura nigdy nie poszybuje tak jak orzeł, a z orlich jaj nigdy nie będzie takiej smacznej jajecznicy jak z kurzych. 

Dzisiejsza cywilizacja pompuje w nas toksyczną wiarę w to, że naszą wytrwałością możemy zrealizować najśmielsze marzenia. Niektórym się to udaje. Niektórym nie. Zbyt wiele czynników decyduje o owocach naszego działania, by móc uwierzyć, że od nas wszystko zależy. W istocie zależy od nas tak niewiele, że trzeba pokory wielkiego świętego by to zaakceptować. Ludzie sukcesu stawiani są na piedestał jako wzór do naśladowania. Bill Gates, Cristiano Ronaldo, Ed Sheeran. I wielu innych. Ale uwaga: oni nie są tym kim są dzięki sobie. To jasne jak słońce. Wytrwałość z jaką dążyli do swoich celów też jest darem. Talenty wrodzone też. Środowiska w jakich się urodzili i wzrastali też nie wybierali sobie sami. Zapatrzeni w te zewnętrzne ideały próbujemy naśladować ich sposób pracy i funkcjonowania. Naiwnie wierząc, że dojdziemy do tego samego celu. Albo mniej więcej tego samego. A kiedy mimo nadludzkiego wysiłku nie realizujemy nawet cząstki tego ambitnego planu ogarnia nas frustracja. I czujemy się nieudacznikami. No i masz babo placek. Zwykle światła reflektorów padają głównie na tych, którym się udało. Ale to tylko garstka. Pod nimi, w cieniu wielkich reflektorów przebywają całe zastępy tych, których marzenia (mimo wielkich starań) się nie spełniły. Wytrwałość przyniosła im wielkie rozczarowanie. Hasło musisz uwierzyć w siebie to wielka pokusa naszych czasów. Ktoś to nazwał horrorem pozytywnego myślenia. Zaśpiewał kiedyś o tym John Lennon  (jeden z tych, którym się udało) : Nie wierzę w Jezusa, nie wierzę w Buddę, nie wierzę w Beatlesów (…) po prostu wierzę w siebie. 

Nawet zapatrzenie w świętych może być częścią tego horroru. Każdy jest powołany do świętości. Zgadza się. Ale każdy do innej. 

To jak to jest?

A tak:

Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was.  1 Tes 5, 16-18

Bóg ma dla każdego z nas plan. Elastyczny. Dostosowanej do naszej zmienności i głupoty. Każdy plan jest inny, bo każdy z nas jest inny. Nasza wolność nie polega na tym, że możemy być tym kim zechcemy, ale na odkryciu tego kim jesteśmy i wytrwałością w byciu tym kimś. 

 Jak bowiem w jednym ciele mamy wiele członków, a nie wszystkie członki spełniają tę samą czynność – podobnie wszyscy razem tworzymy jedno ciało w Chrystusie, a każdy z osobna jesteśmy nawzajem dla siebie członkami. Mamy zaś według udzielonej nam łaski różne dary (…) Rz 12, 4-6

Tutaj jest miejsce dla tej dobrej, świętej wytrwałości. Odkryć i przyjąć to, kim się jest. Nic więcej. To rozwijać i w tym wzrastać. Nie porównywać się. Nie rozglądać się na boki. Albo tak: dobra wytrwałość to konsekwentny upór w godzeniu się na siebie. Śpiewał o tym Młynarski: Róbmy swoje. I Perfect: Chcemy być sobą. I Arka Noego: Taka jaka jesteś jesteś fajna. 

Adam Szefc Szewczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *