Święta, święta, już przed świętami!

Są domy, w których choinka stoi cały rok. Ale to nie to samo, co przedświąteczny amok w sklepach. Niektórzy są zbyt leniwi na coroczne składanie i rozkładanie sztucznego drzewka. Niektórzy mają taki sentyment do kultu choinki, że chcą się nią delektować przez 12 miesięcy w roku. Ok, wolnoć Tomku w swoim domku. Kiedyś natknąłem się na informację o mężczyźnie, który z choinką świąteczną ponoć miał się ożenić (sic!!!). To nie potwierdzone w tej chwili info, ale skoro 28-letni Lee Jin-gyu potrafił ożenić się z poduszką, a 33-letnia Amy Wolfe wyjść za mąż za karuzelę (a to już info potwierdzone!), to ożenek z choinką wydaje się być jak najbardziej realny : – )

To wbrew pozorom nie jest takie śmieszne. Świat zwariował. Przed nami kolejne Święta Bożego Narodzenia. Adwent się jeszcze nie zaczął, a już od dawna w sklepach straszą nas mikołaje, choinki i inne świątecznopodobne gadżety. Skąd ten falstart? Powód stary jak świat. Żądza pieniądza. Jak na czymś można zrobić kasę, to się robi. Nie ma większego znaczenia na czym. Mogą to być halloweenowe dynie, breloki ze Świętym Janem Pawłem II czy figurki Lorda Vadera. Cokolwiek. Komercjalizacja i zeświadczenie świąt boli zwłaszcza, gdy weźmie się pod uwagę ich istotę. Powiedzmy sobie szczerze – sami jesteśmy temu trochę winni. Nasza skłonność do ulegania różnym ckliwym nastrojom wpuściła w nasze domy coś, co trochę przyćmiło istotę tych świąt. A nawet bardziej niż trochę. Amerykańska kultura ze świeckimi piosenkami świątecznymi i krasnalem z Coca-coli na czele wtargnęła w naszą rzeczywistość i zrobiła swoje. Czy wymownym znakiem tego wtargnięcia, nie jest to, że bożonarodzeniowym hitem wszechczasów została śpiewana przez geja piosenka o relacjach damsko-męskich? Moje świąteczne skojarzenia z dzieciństwa są bardzo czytelne: filmy Disneya, prezenty i makówki. A Solenizant gdzie? Ok, bądźmy szczerzy do końca. Pan Jezus gdzieś tam zawsze był. Rodzice zadbali o przekaz wiary i tradycji jak należy. Ale jest jeszcze reszta świata. Z wiekiem sam zacząłem o Jezusa coraz bardziej walczyć. Bo widziałem co się dzieje. Choć nie byłem w stanie całkowicie obronić się przed uderzeniem naszej materialistycznej cywilizacji, która nawet na Panu Bogu próbuje robić interesy. Albo całkowicie się Go pozbyć. Walka z Bożym Narodzeniem to nie wymysł dzisiejszych czasów. Już w XVII wieku w Anglii purytanie odrzucając w całości kult maryjny wymogli na władzach zakaz świętowania w dniu 25 grudnia. Także francuscy rewolucjoniści zakazywali świętowania narodzin Chrystusa. Według nowego kalendarza z 1793 roku 24 grudnia, przypadał „dzień siarki”, a 25 grudnia „dzień psa”. Za uczestnictwo we Mszy Świętej można było wówczas stracić głowę. „Precz z Bożym Narodzeniem, niech żyje dziesięciodniowy tydzień pracy!” skandowali w XX wieku komuniści. 

A dzisiaj? Nic lepiej. Ucieka się, albo wręcz zakazuje używania nazw bezpośrednio religijnych. W imię neutralności światopoglądowej.  Albo w imię nieobrażania uczuć religijnych inaczej wierzących. Coraz częściej zamiast słów Boże Narodzenie słyszymy frazy typu magiczne święta albo cudowny zimowy czas. W Holandii homoseksualiści zorganizowali festiwal Różowe Święta Bożego Narodzenia, czyli Sodoma i Gomora w betlejemskiej stajence. W Brukseli w miejsce tradycyjnej choinki stanęła areligijna zimowa instalacja, w Wielkiej Brytanii wykreślano z kolęd niepoprawne politycznie wersy zastępując je słowami neutralnymi płciowo, w New Hampshire wyraz “Boże Narodzenie” został zakazany w całym mieście, w Arkansas sędzia nakazał zlikwidować szopkę, choinkę i Mikołaja w budynku sądowym, we Francji państwowe instytucje podjęły decyzję o usunięciu szopki z siedziby jednego z merostw, zaś w gmachu stanowego rządu na Florydzie figurki Świętej Rodziny, z Panem Jezusem w żłobku, zastąpione zostały satanistyczną dekoracją.  I takie tam różne nowoczesne pomysły. Inna sprawa, że choinka tak naprawdę nie ma nic wspólnego z narodzeniem Chrystusa. Prawdopodobnie nie było tam wtedy śniegu. I prawdopodobnie był to początek jesieni. I na pewno nie był to 25 grudnia. Chrześcijanie prawdopodobnie dlatego przyjęli tą datę za dzień narodzin Chrystusa, by uświęcić niejako pogańskie święto narodzin boga Słońca przypadające właśnie na 25 grudnia. 

W Polsce jeszcze nie jest tak źle. Bo Polska to dziwny kraj. Cała Europa to widzi. I coraz bardziej nam zazdrości tej dziwności. Tak myślę. Ale walka trwa wszędzie. U nas też. Sam nie wiem, co jest bardziej niebezpieczne dla naszej chrześcijańskiej tożsamości – zwalczanie jej siłą czy powolne, niezauważalne uśpionym okiem kulturowe wypłukiwanie. Prognozy są dołujące. Widzimy co się dzieje. Ja nie chcę być pesymistą totalnym, ale jako ktoś, kto próbuje być wierzącym, znam kilka proroctw na temat kościoła w czasach ostatnich. Bo ponoć w takich żyjemy. I wygląda na to, że wszystko idzie zgodnie z planem. Bożym planem, dodajmy. Kiedy Jezus pojmany w Getsemani zmierzał w kierunku miasta, realizował się Boży plan. Choć żadnemu człowiekowi wtedy do głowy to nie przyszło. Dopiero po zmartwychwstaniu ludzie zaczęli coś kumać. A Kościół, jak wierzymy, idzie śladami swojego Mistrza. Czyli, delikatnie mówiąc, bądźmy gotowi na trochę trudniejszych chwil. 

Za chwilę Adwent. Czas przygotowania na przeżywanie pamiątki narodzenia naszego Zbawiciela. Możemy oczywiście machnąć na to ręką i jak co roku nie myśleć o niczym innym jak o choince, karpiu i prezentach dla dzieci. I dla świętego spokoju przed wigilią przeczytać fragment Ewangelii. I do tego jeszcze zaśpiewać pobożną kolędę. Wtedy naprawdę będzie można uwierzyć, że jesteśmy ludźmi wierzącymi. Ale można też inaczej. Trochę olać ten gorset tradycji i kulturowych nawyków i wejść głębiej w istotę tego czasu, który jest przed nami. Nie jest to łatwe, ale możliwe. Do czego siebie i was gorąco zachęcam.

Adam Szefc Szewczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *