Słabość w mocy

Naszą największą słabością jest zniewalająca potrzeba, by świat widział nas silnymi. To najbardziej sprytna i podstępna pokusa. Z piekła rodem. Od tego w sumie się zaczęło. Ten co niósł światło (teraz niesie mrok) był silny. I piękny. I wszyscy to widzieli. I doceniali. Ale był Ktoś silniejszy i piękniejszy. I ten od światła nie mógł tego znieść. I spadł. Potem był ktoś też piękny i silny. I bogaty, bo mógł korzystać ze wszystkiego. Prawie. I to go przerosło. I upadł. Owoc został zerwany. Zaraza rozlała się po świecie i bezlitośnie dziesiątkuje bezbronnych ludzi do dzisiaj. 

Wersja jawna

Sprawa niby oczywista. Wszyscy wiemy, że jest coś takiego jak pycha. Czyli obsesja na punkcie samego siebie. Najczęściej kojarzy nam się z pogonią za zaszczytami, oklaskami, prestiżem i kasą. Nie znosi krytyki, porażki i poczucia niższości. Wiki pisze o niej tak: pojęcie i postawa człowieka, charakteryzująca się nadmierną wiarą we własną wartość i możliwości, a także wyniosłością. Człowiek pyszny ma nadmiernie wysoką samoocenę oraz mniemanie o sobie. Gdy jest wyniosły, towarzyszy mu zazwyczaj agresja. W wielu przypadkach pycha oraz wyniosłość są spowodowane wysokimi osiągnięciami we własnym życiu lub niepowodzeniami w czyimś.

Nasze dzieci nie będą miały problemu, by wskazać dzisiejszych czołowych pysznych. Na pierwszy ogień pójdą bankowo celebryci, sportowcy, artyści i politycy. Pewnie też oberwie się zarozumiałym kolegom z klasy. Tym zdolniejszym i tym, co to lepiej się mają i nie daj Boże demonstrują to. Chodzi o taką prymitywną potrzebę, by inni nas podziwiali. A najlepiej zazdrościli. Cóż bardziej poprawia nastrój, niż zazdrość w oczach bliźniego. Zgadza się? 

Drugie znaczenie słowa PYCHA w naszym języku nie jest chyba przypadkowe. Pyszne, czyli smaczne. Rozkoszne. Napełnianie żołądka smakowitymi potrawami to jedna z największych przyjemności człowieka. A obżarstwo to jeden z grzechów głównych. Pycha w sensie naszej postawy to obżarstwo serca. Słodkimi i ociekającymi tłuszczem daniami. Na początku tego menu znajdzie się pewnie poczucie wyższości, prestiż i uwielbienie tłumu. Ale to dopiero początek bardzo długiej listy.

Wersja ukryta

W bardziej zaawansowanych stadiach pychy chodzi o to, by to obżarstwo serca ukryć za maską pokory. To dosyć prosty do wychwycenia mechanizm, choć na codzień go nie zauważamy.  

Ktoś nas za coś chwali. Zamiast powiedzieć DZIĘKUJĘ, zaczynamy zaprzeczać i przekonywać, że tak naprawdę wcale nie jesteśmy tacy fajni. To nasza cecha narodowa. Skąd taka reakcja? Proste. Pochlebstwa nas płoszą, bo się boimy, że wyjdzie na jaw nasze przywiązanie do nich. Pycha nienawidzi ujawnienia, bo to początek jej końca. Więc nieszczerze udajemy pokornych i udajemy, że pochwały mamy gdzieś.

Albo działania tzw charytatywne. Że niby jesteśmy tacy wrażliwi na cierpienie drugiego. Ja wiem, że tak nie raz jest. Bo na szczęście człowiek bywa dobry i bezinteresowny. Ale bywa i tak, że główną, głęboko ukrytą motywacją do pomagania jest chciwość i chwały własna. Ze smutkiem patrzę na te wszystkie akcje pomocy, które tak naprawdę wykorzystuje się do robienia kariery. Ale któż to udowodni. Bóg jedynie. Izajasz pasuje mi tu jak ulał: 

Przestańcie składania czczych ofiar! Obrzydłe Mi jest wznoszenie dymu; święta nowiu, szabaty, zwoływanie świętych zebrań… Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości. Nienawidzę całą duszą waszych świąt nowiu i obchodów; stały Mi się ciężarem; sprzykrzyło Mi się je znosić! Gdy wyciągniecie ręce, odwrócę od was me oczy. Choćbyście nawet mnożyli modlitwy, Ja nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi. Obmyjcie się, czyści bądźcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie się w dobrem! Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie,  w obronie wdowy stawajcie! Iz 1,13 – 17

A ile pycha ma roboty, kiedy stajemy się przywódcami religijnymi albo jakimiś guru czy liderami? Często na początku jest czystość intencji. Wierzę w to. Ale kiedy władza za bardzo zaczyna nam smakować, coś niedobrego dzieje się z naszym sercem. Jakaś siła zaczyna je przejmować. Czujemy to, ale nie chcemy się do tego przyznać. Ani przed sobą, ani przed innymi. Kupę energii idzie w to udawanie, że wciąż chodzi tylko o Boga, o ideały, o bezinteresowną służbę. A tak naprawdę chodzi o to, by nasze serce nażarło się poczuciem bycia kimś. Tu nawet nie musi chodzić o kasę. Bo może właśnie prestiż jest większą pokusą niż pieniądz? Kto wie…

Jest też taki rodzaj poniżania się, za którym stoi dobrze zakamuflowana wyniosłość. Znamy to ogłaszanie z hukiem przed braćmi – jestem skończonym grzesznikiem. Można dać się oszukać i uwierzyć, że za takim wyznaniem stoi głęboka pokora. Guzik prawda. Nasza grzeszność nie podlega dyskusji. Ale przyznawanie się do tego może (niestety) wynikać z pychy. Z potrzeby zamanifestowania swojej dojrzałości chrześcijańskiej i odwagi przyjęcia bolesnej prawdy o sobie. Czyli czegoś co (w domyśle) przerasta pospolitego, niedzielnego katolika.  A ja, czy pisząc te słowa nie mam gdzieś na dnie serca potrzeby błyśnięcia swoją przenikliwością. Mam. A nie pisałem na początku, że pycha to najbardziej sprytna i podstępna z pokus? Papierkiem lakmusowym pychy jest porównywanie się. Jeżeli robimy to, znaczy, że bankowo jesteśmy zainfekowani. Zawsze będziemy od kogoś lepsi i od kogoś gorsi. Albo inaczej – nie ma lepszych i gorszych. Są tylko różnie obdarowani. I ani to zasługa tych pierwszych, ani wina tych drugich. Jak więc w pokorze przyjąć to kim jestem nie rozglądając się na boki? Pokora to najwyższy stopień człowieczego wtajemniczenia. Nieosiągalny o własnych siłach. 

Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne! Rz 12, 16

Adam Szefc Szewczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *