Rafałowa relacja z Chatki

Tak oto 2 listopada wyruszyliśmy pociągiem z katowickiego dworca, by udać się do chatki studenckiej Pietraszonka, gdzie szykował się zjazd integracyjny Wolontariatu Misyjnego NINIWY. Po prostu przygoda. Gdy dotarliśmy do stacji Wisła Głębce spotkaliśmy się z o. Dominikiem Ochlakiem i częścią grupy, w dalszą drogę w kilkunasto-osbowej grupie wyruszyliśmy pieszo. Cały czas padał deszcz, było ciemno, a za każdym rogiem czaiło się niebezpieczeństwo w postaci… (no właśnie, każdemu z nas przychodziły do głowy inne zagrożenia). Mokrzy, zmordowani, ale i szczęśliwi, około godz. 1.00 w nocy dotarliśmy do chatki. Na miejscu czekała na nas gorąca herbata, rozpalony kominek oraz ostatnia trzecia część naszej grupy, która dotarła jako pierwsza. Piątek zakończył się o 4.00 nad ranem. To, co najlepsze miało dopiero nadejść…

Nazajutrz, dzień rozpoczęliśmy od Mszy świętej. Po Eucharystii nastał czas na grę terenową, wymyśloną przez Agatę. Zadania były przeróżne – przybliżały nam historie oraz cel wolontariatu. Świetna zabawa  została uwieńczona konferencją o. Dominika oraz świadectwami Agaty, Basi oraz moimi wrażeniami z misji. Głównym przesłaniem konferencji opiekuna wolontariatu, było to abyśmy nie bali się brać z misji, abyśmy pamiętali, że nie jedziemy tam tylko dawać, ale że bardzo często przez to dawanie, możemy otrzymać jeszcze więcej i to wcale nie jest nic złego. Były to bardzo pokrzepiające słowa dla tych, którzy często obwiniają się, że tylko biorą, a nic z siebie nie dają. Musimy pamiętać, że miłość gdy jest dzielona, to jeszcze bardziej się mnoży.

Po konferencji wyruszyliśmy na Baranią Górę, by po nocy spędzonej w bazie, wyruszyć na atak szczytowy. Wyprawa nie była lekka, lecz wiele rozmów, śmiechów oraz wspólnej integracji na różne sposoby spowodowało, że szczyt został zdobyty. Po powrocie czekał na nas przepyszny obiad, a po nim wspólne śpiewy, rozmowy do późnych godzin nocnych.

Poranek był słoneczny, rosa osiadła na trawie, a my wyruszyliśmy do pięknego, drewnianego kościoła na Stecówce. Po Mszy świętej, w blasku słońca, z Chrystusem w sercu – wyruszyliśmy w drogę powrotną do naszych domów. Zejście z góry Tabor dla uczniów było prawdopodobnie bardzo smutne, gdyż tam doświadczyli Chwały Bożej, lecz tak naprawdę ich życie zaczęło się dopiero wtedy, gdy zeszli z tej góry. Czasami i my wchodzimy na jakąś górę by odciąć się od rzeczywistości i wzrastać, ale musimy pamiętać, że nadejdzie moment, w którym będziemy musieli zejść z góry i wrócić do normalnego życia, by dawać siebie innym.  

Najbliższy zjazd Wolontariatu Misyjnego już w ten piątek w Kokotku. Zapraszamy.

Jest radość!

Rafał Kościej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *