Piekło wygrywa?

W googlowskim translatorze wpisuję hasło: piekło wygrywa. W prawym okienku czytam tłumaczenie: Hell wins. Brzmi znajomo, prawda?

Ale po kolei. Podobno dokładna geneza Halloween nie jest znana. Mniej prawdopodobna wersja jest taka, że wszystko zaczęło się od rzymskiego święta na cześć bóstwa owoców i nasion. A imię jej (bóstwa) to Pomona – nimfa etruska, włączona do wierzeń rzymskich jako bogini sadów, ogrodów i drzew owocowych. Druga, znacznie bardziej prawdopodobna wersja jest taka, że Halloween ma źródło w celtyckim święcie na powitanie zimy. Tak czy siak – czumulungma, jakby powiedział mój znajomy skrzypek, który tym określeniem nazywa wór do którego wrzuca wszystko czemu z chrześcijaństwem jest nie po drodze. 

Według tej drugiej teorii Halloween wywodzi się z obchodzonego w Europie północnej święta z okazji końca jesieni a początku zimy, znanego na terenach irlandzkich jako Samhain („koniec lata”). Kapłani celtyccy, Druidzi, wierzyli, że w dzień Samhain zacierała się granica pomiędzy zaświatami, a światem ludzi żyjących. Wtedy to duchy ( i te złe i te dobre ) miały otwartą furtkę i mogły sobie dać susa do świata żywych. Wierzono, że tą furtkę otwiera właśnie Samhain, bóg śmierci. Bardzo ważnym elementem obchodów tego święta było palenie ognisk, co miało przyciągnąć dobre duchy, a odegnać złe. Te ogniska miały też inny cel. Były wyrazem czci i wsparcia niejakiego Luga, boga światła, nad którym zły bóg Samhain zaczynał zdobywać przewagę. Tak myślę sobie, że słaby ten ichniejszy dobry bóg, skoro sam nie dawał rady. Jakie wierzenia taki bóg. Czy jakoś tak. To nie koniec atrakcji. W ramach przebłagania tego złego, składano ofiary. Z ludzi też. U Irlandczyków jeszcze w V wieku naszej ery było tak: w miejscu Mag Slecht mieli ofiarowywać bóstwu o imieniu Cromm Cruaich (Głowie Grobowca bądź Skrwawionej Głowie) wszystko, co pierworodne i co trzeciego syna. Dom wodza miał być podpalany, a on sam zabijany. Czego to człowiek nie zrobi, dla świętego spokoju. Sprawa wydaje się poważna, bo wierzono bardzo, że w noc wigilii Samhain duchy osób, które zmarły w trakcie minionego roku, oraz tych, które się jeszcze nie narodziły, zstępują na ziemię w poszukiwaniu żywych, by w nich zamieszkać przez okres następnego roku. To też coś mi przypomina. Teologia chrześcijańska opisuje taki stan, w którym demon wchodzi w człowieka i przejmuje nad nim kontrolę. To się nazywa opętanie. Wewnętrzne zniewolenie i najwyższa forma demonicznej ingerencji. Może być zawinione i niezawinione. Do tych pierwszych dochodzi wtedy, kiedy dobrowolnie zapraszamy diabła do naszego życia. Poprzez magię, wróżbiarstwo i różnej maści praktyki pogańsko – okultystyczne. A teraz najlepsze. Jak wiemy, Halloween przypada na 31 października. Tak się (oczywiście przypadkowo) składa, że w noc z 31 października na 1 listopada jest jedno z największych świąt w … Kościele Szatana. Wystarczy? Bojkot Halloween to nie tylko katolicka fanaberia. Okazuje się, że od tej tradycji odcinają się także prawosławni, luteranie i wiele innych kościołów protestanckich. A także (uwaga!) – Świadkowie Jehowy. Mało tego, nawet słowiańskie rodzimowiercze związki wyznaniowe uważają, że Halloween nie jest spoko. Więc pytam, po co nam ten podejrzany towar z obcego świata? Czy to tylko kulturowa przepychanka, czy może duchowa batalia ukryta pod przykrywką dobrej zabawy? Daję pod rozwagę. 

Na koniec wspomnienie sprzed dwóch, może trzech lat. 31 października. Już po zmroku. Dzwonek do drzwi. Otwieram i widzę grupkę upiorów niskiego wzrostu. 

Cukierek albo psikus – słyszę dziecięcy głos. 

Pochylam się i zaglądam im prosto w oczy. 

Dostaniecie cukierka, a nawet coś jeszcze, ale najpierw coś wam powiem, ok? – upiorki posłusznie przytakują. 

Czy wiecie – ciągnę dalej – że jest Ktoś, przed kim drżą wszystkie demony i upiory?  

Nie – słyszę nieśmiałą odpowiedź. 

To ja wam powiem, że jest Ktoś taki. A wiecie, jak ma na imię? 

Nie – dzieci są coraz bardziej zaintrygowane. 

Nazywa się Maryja – wyjaśniam. 

W ich oczach dostrzegam uśmiech z odrobiną zaskoczenia. Idąc za ciosem proponuję, by dla przepędzenia złych duchów pomodlić się. Wspólne Zdrowaś Maryjo leci prosto do nieba. Dzieci oczywiście modlitwę znają. Przecież wszystkie chodzą na religię. Za chwilę pojawiam się z cukierkami i kilkoma świecącymi, fosforyzującymi różańcami. Każdy dostaje po jednym. Pięknie świecą tego wieczora. Myślę, że są godną konkurencją dla wydrążonych dyń stojących przed kilkoma domami mojego osiedla.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *