Św. Stanisław Kostka

W Rzymie zakończył się dzisiaj Synod Biskupów o młodzieży. Przyglądamy się z bliska patronowi młodzieży. Mowa oczywiście o św. Stanisławowie Kostce. Jego biografię czyta się jak legendę. Urodził się w październiku 1550 r. w Rostkowie, w wiosce położonej około 4 kilometrów od Przasnysza, na Mazowszu, w diecezji płockiej. Ojciec Jan. Matka Małgorzata. Miał trzech braci i dwie siostry. O swojej rodzinie mówi prosto z mostu: Rodzice chcieli, byśmy byli wychowani w wierze katolickiej, zaznajomieni z katolickimi dogmatami, a nie oddawali się rozkoszom. Co więcej postępowali z nami ostro i twardo, napędzali nas zawsze – sami jak i przez domowników – do wszelkiej pobożności, skromności, uczciwości, tak żeby nikt z otoczenia, z licznej również służby, nie mógł się na nas skarżyć o rzecz najmniejszą. W 14 roku życia wstąpił do jezuickiej szkoły w Wiedniu. Jej regulamin streszczał się w jednym zdaniu: Taką pobożnością, taką skromnością i takim poznaniem przedmiotów niech się uczniowie starają ozdobić swój umysł, aby się mogli podobać Bogu i ludziom pobożnym, a w przyszłości ojczyźnie i sobie samym przynieść także korzyść. Był to dla Stanisława czas rozbudzonego życia wewnętrznego. Znał tylko trzy drogi – do szkoły, do kościoła i do domu. Wolny czas w całości przeznaczał na modlitwę i lekturę. I na praktyki pokutne. Z samobiczowaniem włącznie. Koledzy protestowali, ale Stasiu robił swoje. W końcu organizm nie wytrzymał. Podupadł na zdrowiu i zupełnie osłabiony, w grudniu 1565 roku zapadł w niemoc śmiertelną. Kiedy śmierć już wydawała się pukać do drzwi, a właściciel domu nie chciał wpuścić kapłana z Wiatykiem, Stanisław prosi św. Barbarę, patronkę dobrej śmierci, o interwencję. Długo czekać nie musiał. Św. Barbara w towarzystwie dwóch aniołów nawiedza jego pokój przynosząc upragniony Wiatyk. Śmierć jednak nie nadchodzi. Niebawem zdarza się kolejny cud. Objawia mu się Matka Najświętsza. Uzdrowiony Stanisław za Jej poleceniem, choć wbrew woli rodziców, wstępuje do Towarzystwa Jezusowego. Życie w nowicjacie nie jest usłane różami: poza modlitwą i rozwojem wewnętrznym jest praca fizyczna i umysłowa. Posługa w domu, w szpitalach. Jednak Stanisław jest szczęśliwy – czuje, że wreszcie osiągnął swój życiowy cel. W 1568 roku składa śluby zakonne. W sierpniu tego samego roku, w uroczystość Matki Bożej Anielskiej, z konferencją do domu nowicjatu przybywa św. Piotr Kanizjusz. Po jej wysłuchaniu Stanisław Kostka wypowiada do kolegów prorocze słowa: Dla wszystkich ta nauka świętego męża jest przestrogą i zachętą, ale dla mnie jest ona wyraźnym głosem Bożym. Umrę bowiem jeszcze w tym miesiącu.

Koledzy puknęli się w czoło. Już niebawem mieli się przekonać, że niesłusznie. Jeszcze 5 sierpnia jeden z ojców zabrał Stanisława do bazyliki Najświętszej Maryi Panny Większej na doroczny odpust. Za kilka dni było święto Wniebowzięcia Matki Bożej. 10 sierpnia Stanisław napisał list do Matki Bożej i ukrył go na swojej piersi. Prosił by mógł odejść z tego świata w uroczystość Wniebowzięcia Maryi. W wigilię Wniebowzięcia Stanisław dostał silnych mdłości i zemdlał. Oblał go zimny pot. Ciałem zaczęły szarpać dreszcze. Z ust polała się krew. O północy przyjął Wiatyk. Chwilę potem, 15 sierpnia 1568 roku przeszedł do wieczności. Jego prośba została wysłuchana. Miał zaledwie 17 lat.  Choć nie było wtedy facebooka, wieść o jego śmierci błyskawicznie rozeszła się po całym Rzymie. Dwa lat po jego śmierci otwarto grób. Okazało się, że ciało było nietknięte rozkładem. W roku 1714 papież Klemens XI wydał dekret kanonizacyjny, ale samego aktu kanonizacji dokonał w roku 1726 papież Benedykt XIII. Św. Stanisław Kostka jest pierwszym Polakiem, który dostąpił chwały ołtarzy w Towarzystwie Jezusowym. I choć jest jednym z najpopularniejszych polskich świętych, najpiękniejszy kościół pod jego wezwaniem znajduje się w Nowym Jorku. 

Adam Szefc Szewczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *