Muzyka – legalny dopalacz

Chyba nie doceniamy w pełni wpływu muzyki na nasze życie. To mało zbadany teren. Jest wszechobecna jak powietrze. Gdyby zdefiniować główne powody, dla których jest dla nas tak ważna, wymieniłbym dwa: wpływ na emocje i na poczucie estetyki. Dla niektórych muzyka ma również kolosalny wpływ na objętość konta. Ale nie o tym.

Muzyka łagodzi obyczaje

I tak i nie.  Równie dobrze może wywoływać agresję, strach albo zachęcać do boju. Wystarczy zerknąć na stadiony. Albo na pola bitewne. Zwłaszcza te dawne. Bo dzisiaj na froncie już raczej się chyba nie śpiewa. Nasz mózg jest tak wymyślony, by przy minimalnym wysiłku osiągać maksimum efektu. Musi tak działać, by ogarniając ogromną ilość informacji nie przegrzać się. Naukowcy ustalili, że w trakcie słuchania muzyki zaangażowana jest większość mózgu. A może nawet całość. Ciekawe jest też to, że niezależnie od rodzaju słuchanej muzyki, uaktywniają się te same obszary mózgu. Krótko mówiąc – dla mózgu każda muzyka jest taka sama. Trochę kosmos, skoro dla mózgu nie ma różnicy między Starym Dobrym Małżeństwem a Sepulturą. Zastanawiam się w takim razie, na jakim poziomie te różnice są zauważalne. Pewne jest to, że muzyka ma potężną siłę oddziaływania. To taki trochę legalny dopalacz. Niejedną imprezę uratował mi Spotify. Z niejednego doła wyciągnęła mnie ukochana płyta. A ileż łez wylałem przy tych balladach, które wszyscy kochamy. Muzyka wspomaga socjalizację. Dźwięki ułatwiają zawiązywanie relacji. Byłem niedawno z synem na meczu piłkarskim. Poczuliśmy, co to znaczy gdy muzyka jednoczy grupę. Kiedy 50 tysięcy ludzi wspólnie śpiewa Hymn Narodowy albo stadionową klasykę, można poczuć, że jest się razem. Podobno muzyka to samo dobro. I choć kontakt z nią niekoniecznie musi uczynić nas geniuszami, na pewno ma nieoceniony wpływ dla naszego rozwoju. Odkryto już dawno, że gra na jakimkolwiek instrumencie rozwija inteligencję werbalną. Kto chce wiedzieć co to jest niech sobie poczyta.

Muzyka nie tylko łagodzi obyczaje. Łagodzi też ból. Fizyczny. Wpływa na krążenie krwi. Wyzwala endorfiny, stabilizuje oddech i pracę serca. Mało tego. Podobno wzmacnia też odporność, koncentrację i wytrzymałość. I tak można jeszcze długo. Czy w takim razie muzyka może być zła? Może. Jeżeli jest prymitywna (pojęcie względne) dłuższy kontakt z nią może bezpowrotnie zniszczyć naszą wrażliwość na piękno (pojęcie względne). Jeżeli jest za głośna (pojęcie względne), dłuższy kontakt z nią może bezpowrotnie zniszczyć nasz słuch. I tak małymi krokami dochodzimy do tego kontrowersyjnego tematu, który od początku mojego pisania wisiał w powietrzu – Muzyka. Zagrożenia duchowe. Obszar zbadany przez wielu doczekał się masy opracowań, konferencji, świadectw i czarnych list. Wyzwanie podejmowali egzorcyści, muzycy, dziennikarze, socjolodzy, teolodzy i inni tropiciele zagrożeń. Nie ma w tym co piszę cienia ironii. O nie. Temat jest poważny. Muzyka może być szkodliwa. I piękna jednocześnie. Ale konia z rzędem temu, kto bezbłędnie wytyczy tutaj granice. Dla niektórych metal jako całość jest gatunkiem z piekła rodem. Ale co wtedy z takimi kapelami jak Stryper czy 2Tm2,3? Pierwsza lista zakazana jaką wygooglowałem każe spalić na stosie praktycznie wszystkie moje ulubione zespoły. Często pod takimi listami podpisują się autorytety. Sam nie wiem. Coś jednak musi być na rzeczy. Osobiście nie pokazałbym mojemu dziecku Marylin Mansona czy AC/DC, które śpiewa o tym, że piekło wcale nie jest takim złym miejscem. Ja się tego nasłuchałem aż nad to. Pytacie, czy mi to zaszkodziło? Może. Nie wszystko w moim życiu jest takie jak powinno. Nie wszystko ze mną jest tak jak powinno. Skąd mogę mieć pewność, że muzyka, którą karmiłem się latami nie miała na to żadnego wpływu? Trudny temat. To trochę tak jak z jedzeniem. Dzisiaj karmisz się zupkami chińskimi i fastfoodami i nic się nie dzieje. Ale kiedy po latach zaczynasz chorować,  zastanawiasz się co jest przyczyną. Świat jest dzisiaj hałaśliwy. Muzyka jest piękna, zgadza się. Ale w nadmiarze może być męcząca. Do czego zmierzam? Do ciszy. Najbardziej deficytowy towar naszej cywilizacji. Choć słowo cisza występuje w Biblii zaledwie 10 razy, to właśnie cisza jest warunkiem spotkania z Bogiem. Izajasz pisze: w nawróceniu i spokoju, jest wasze ocalenie, w ciszy i ufności leży wasza siła. (Iz 30, 15)

Nie pozostaje mi nic innego, jak skończyć delikatnym ciiiii….

Adam Szefc Szewczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *