Kto daje, ten otrzymuje

Pewnie moi znajomi, gdy przeczytają, że Ola, która za każdym razem, gdy przyjdzie jej mówić o wolontariacie, wpada w nieopisaną euforię, w tym roku w ogóle nie miała ochoty wyjeżdżać, przetrą oczy ze zdziwienia. Cóż, tak właśnie było.
 
Przez kilka miesięcy przed wyjazdem przechodziłam przez mocno depresyjny czas. Wiele spraw nie układało się po mojej myśli, nie nadążałam z nauką, nie mogłam skupić się na czytaniu lektur. Często nietrafnie odczytywałam intencje ludzi wobec mnie, miałam wrażenie, że nie mogę liczyć na wsparcie otoczenia, a przede wszystkim, że gubię się we własnych myślach i nie potrafię racjonalnie ocenić wielu sytuacji.
 
Nie czułam się na siłach, żeby wyjeżdżać i bałam się, że w takim stanie będę większym ciężarem niż pomocą. Z drugiej strony nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłabym nie pojechać, bo przecież obiecałam dzieciom, że przyjadę i one na mnie czekały. Dodatkowo, wyjeżdżałam z trójką przyjaciół, którzy jechali pierwszy raz do Szumilina i wiedziałam, że mogę być dla nich pomocą w podróży i w odnalezieniu się na miejscu.
 
Rok temu pisałam, że nie da się dać tyle miłości, ile się wywozi z wolontariatu, ale w tym roku doświadczyłam tego z zupełnie innej strony. Wyjazd oczywiście nie rozwiązał moich problemów, za to dostałam tam ogromny zastrzyk miłości, którego bardzo potrzebowałam i, muszę przyznać, że w tym roku wyjechałam w egoistycznym celu – właśnie po miłość. Dawała mi ona tyle sił do działania na miejscu, że (tu już inni powinni się wypowiedzieć) chyba nie byłam ciężarem i, nieskromnie przyznam, udało mi się zrobić kilka dobrych rzeczy.
 
A teraz myślę, że wyjazd do Szumilina był najlepszym wyborem, jaki mogłam sobie zafundować w tamtym czasie i że przez wszystkich ludzi, z którymi miałam przyjemność przebywać, Pan Bóg postawił mnie na nogi i przygotował do dalszych zmagań ze sobą.
 
Jestem bardzo wdzięczna Bogu i mojej Niniwie za tę przeszło dwutygodniową separację od własnych problemów, o której sama nie wiedziałam, jak bardzo jest mi potrzebna.
 
Zostawiam Was zatem z myślą o wolontariacie nie tak zupełnie bezinteresownym oraz o tym, że dobro wraca pomnożone przez Nieskończoność przez nieskończoność.
 
Ola

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *