Przysięga “Hipokrytesa”

Dzisiaj obchodzimy liturgiczne wspomnienie św. Łukasza Ewangelisty, patrona lekarzy. Pewnie każdy z nas słyszał o czymś takim jak Przysięga Hipokratesa. Uchodzi ona za fundament etyki lekarskiej. Oto niektóre fragmenty oryginalnego tekstu przysięgi z IV wieku p.n.e.:

Przysięgam na Apollina, na Eskulapa, na Hygieę i Panakieę, na wszystkich bogów i boginie i biorę ich na świadków, jako przysięgi tej dochowam ściśle według sił moich. (…) Nigdy nikomu, ani na żądanie, ani na prośby niczyje nie podam lekarstwa śmiertelnego, ani też sam nie powezmę takiego zamiaru, jak również nie udzielę żadnej niewieście środka poronnego. 

Okazuje się, że przysięga Hipokratesa nie jest już dzisiaj stosowana. Podczas uroczystości pożegnania z uczelnią medyczną, lekarze składają już nie przysięgę, ale przyrzeczenie lekarskie. To akt zwyczajowy, nie jest on wymagany prawem i nie pociąga skutków prawnych – informuje rzecznik Naczelnej Rady Lekarskiej Tomasz Korkosz. Najciekawsze jest to, że nie wszyscy młodzi lekarze przyrzekają to samo. Tekst takiego przyrzeczenia zależy od uczelni, na której jest składane. Po pierwsze nikt dzisiaj nie traktuje poważnie przysięgania na Apollina, Eskulapa, Hygieę czy Panakieę. Tak, już słyszę dopowiedzenie bojowników o prawa kobiet: tak jak nikt dzisiaj nie traktuje poważnie przysięgania, że nie poda nikomu lekarstwa śmiertelnego (czyt.: nie dokona eutanazji) ani że nie udzieli żadnej niewieście środka poronnego (czyt.: nie dokona aborcji). Rozumiem taki tok myślenia, ale to nie tak Panie i Panowie. Nie tak. O ile objawienie się prawdziwego Boga człowiekowi dokonywało się stopniowo na przestrzeni tysiącleci (bo to jednak nie jest takie hop siup), o tyle świadomość tego, że dać komuś w ryj albo dźgnąć go nożem jest złem, była obecna w ludziach od zawsze. Nawet prymitywne plemiona z buszu to wiedzą. W 1948 roku została przyjęta przez Światowe Stowarzyszenie Lekarzy tzw. Deklaracja Genewska. Odpuszcza się w niej odwołanie do religijnej motywacji. Za to było w niej zobowiązanie do szacunku wobec życia od momentu poczęcia. W późniejszych wersjach tej deklaracji i z tego zrezygnowano. Nie mówi się już o momencie poczęcia, ale o początku życia. Prawie to samo, ale jednak nie to samo. Dzisiaj dobro pacjenta nie jest już tak chronione jak w pierwotnej przysiędze Hipokratesa, czy nawet w oryginalnej deklaracji z 1948 roku. Dzisiaj mówi się o obowiązku służbie ludzkości. Czyli, że jeżeli dobro ludzkości wymaga zrezygnowania z dobra pacjenta, to takiego wyboru należy dokonać.

Nie wiem czy to dobrze ogarniam, ale czuję, że mamy do czynienia z jakąś krecią robotą. Zabrzmi to jak wyświechtany slogan, ale naprawdę żyjemy w czasach, kiedy dobro nazywa się złem, a zło dobrem. Dla mnie sama dyskusja nad tym czy aborcja jest ok czy nie, to kompletna paranoja. Skoro usunięcie np. 14 tygodniowego płodu nie jest zabójstwem człowieka, to od kiedy jest? Od piątego miesiąca? Od siódmego? Są miejsca na świecie gdzie aborcji dokonuje się nawet w dziewiątym miesiącu życia (sic!!!). Brutalnie mówiąc, ta logika sprowadza się do stwierdzenia: dopóki dziecko jest w brzuchu można je usunąć na legalu. Jeśli tylko opuści łono to już jest człowiek, i trzeba zostawić przy życiu. A jeśli mimo aborcji urodzi się żywe? Niemożliwe? Polecam świadectwo Gianny Jessen. Powala. Logika aborcjonistów nie trzyma się kupy zupełnie. Wiecie co ich napędza? To żadna tajemnica. Strach przed trudnym życiem. Przed poświęceniem. Przed umieraniem. Przed krzyżem. Pełzający egoizm. Czyli problem każdego z nas. Kobiety, którym zabrakło sił i wsparcia by mimo wszystko urodzić, nie wolno potępiać. Należy przytulić i modlić się o ich uzdrowienie i miłosierdzie dla nich. Jak za każdego grzesznika. Potępiam ustawodawstwa, które dla ideologicznych i materialnych korzyści uznają zabicie nienarodzonego dziecka za zgodne z prawem. 

Adam Szefc Szewczyk

Świadectwo Gianny Jessen

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *