Śmierć. Krzyk życia.

W ostatnim tygodniu byłem na dwóch pogrzebach. Na trzecim miałem grać, ale odpuściłem. Tajemnica to wielka. Zaprawdę, wielka to tajemnica. Śmierć jest przerażająca i fascynująca jednocześnie. To najważniejszy komunikat jaki może otrzymać życie. Komunikat, który ma nam coś bardzo ważnego do powiedzenia. Dziecko, kiedy chce mieć pewność, że coś otrzymuje naprawdę, zadaje owo sakramentalne pytanie: na zawsze? To taka pierwotna intuicja. Masz coś naprawdę, kiedy masz to na zawsze. Coś co mamy tylko na kilka godzin albo choćby nawet na kilkadziesiąt lat, nie jest naszą własnością. To chwilowa dzierżawa. Życie to zbyt poważna sprawa, bym dał sobie wmówić, że zaczyna się przypadkowo i kończy po (w najlepszym wypadku) kilkudziesięciu latach. Nawet kilkusetletnie żywoty starotestamentalnych bohaterów nie wiele tu zmieniają. O ile wiarę w przypadkowe powstanie i bezpowrotne przemijanie wody, białka czy kwasów nukleinowych jakoś tam mogę zrozumieć, o tyle w przypadku takich tajemnic jak świadomość istnienia, emocje, miłość, wrażliwość na piękno albo zdolność do poświęceń, ateistyczna filozofia pęka jak bańka mydlana.

William Maillis ma obecnie 11 lat. Gdy miał 7 miesięcy mówił już całkowicie płynnie, a w wieku 21 miesięcy rozwiązywał zadania matematyczne. Do 18-stki chce uzyskać doktorat, obalić teorię Stephena Hawkinga i naukowo udowodnić istnienie Boga. Amen. Jak twierdzi, znalazł błędy w teoriach Stephena Hawkinga i Alberta Einsteina. Chce obalić teorie wielu fizyków, którzy twierdzą, że świat jest symulacją i udowodnić, że stworzył go ktoś niezależny od czasu i przestrzeni. Młody geniusz twierdzi bowiem, że powstanie świata samoistnie jest mniej logiczne, niż to, że stworzył go ktoś, ponieważ nie może istnieć coś z niczego. Uznanie, że Boga nie ma (jak twierdził Hawking) wymaga potwierdzenia tego, że chociażby grawitacja stworzyła grawitację, co jest absolutnie nieracjonalne i nielogiczne. Zmarły niedawno Hawking twierdził: Zanim zrozumiano naukę było naturalnym, że wierzy się w Boga stwórcę wszechświata, ale obecnie nauka oferuje bardziej przekonujące wyjaśnienia. Nieprawda. 

Młody geniusz uważa inaczej: Są ateiści próbujący powiedzieć, że nie ma Boga. Kiedy w rzeczywistości potrzeba więcej wiary w to, że nie ma Boga niż w uwierzenie, że jest Bóg (…) Bardziej sensowne jest to, że ktoś stworzył świat niż że świat stworzył się sam przez się. Nawet Richard Dawkins, bulterier ateizmu, twierdzi, że w śmierci jest coś nielogicznego. Przyznaje, że w stworzeniu możemy znaleźć „podpis” jego kreatora. Nie ma na myśli Boga oczywiście, tylko… No właśnie, sam tego nie wie. Jego naukowy i racjonalny sposób myślenia to też jakiś system wierzeń. Pozbawiony dowodów empirycznych w takim samym stopniu jak wiara w Boga i życie pozagrobowe. Ateista oczekuje od wierzącego dowodu na istnienie Boga. Wierzący oczekuje od ateisty dowodu na Jego nieistnienie. I mamy naukowy remis. A mogło by się wydawać, że ten pierwszy ma przewagę. Prawda jest taka, że trudno mi czasem zrozumieć dlaczego Bóg tak bardzo ukrywa się przed człowiekiem. Gdyby był bardziej zauważalny gołym okiem, nie było by tych wszystkich dylematów z ateizmem. Nie było by kryzysów wiary. Nie było by tysięcy różnych religii. Tak myślę ja, głupi człowiek. Mądry Bóg myśli po swojemu.

Zakończę nieco zawiłą frazą myślową: Gdyby Boga nie było, człowiek już dawno udowodniłby Jego istnienie. Zgadza się?

Adam Szefc Szewczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *