Wydaje Ci się, że jesteś wolny?

Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem. Tak śpiewał świętej pamięci Bogdan Łyszkiewicz z Chłopców z placu broni. Wydaje się logiczne. I prawdziwe. Serio? Czy naprawdę rozumiemy, czym jest wolność i czy naprawdę jesteśmy wolni? Bo ja mam wątpliwości. Niewolnik kojarzy nam się dzisiaj głównie z półnagim murzynem w pocie czoła harującym na plantacji swojego właściciela. Ale taka forma niewolnictwa to już chyba przeszłość. No bo niby w obecnych czasach niewolnictwo zostało zakazane we wszystkich prawodawstwach świata. Piszę niby bo z tym różnie bywa. Nawet na Wikipedii można wyczytać o współczesnym niewolnictwie. Czytamy: jest to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi czarnego biznesu (obok handlu narkotykami i bronią). Organizacje antyniewolnicze szacują liczbę niewolników na 27 mln. Współczesne niewolnictwo przybiera nowe, nieznane w historii formy. Najczęstszą formą jest dziś niewola za długi, które są “odpracowywane” z pokolenia na pokolenie, lecz odsetki rosną szybciej, niż możliwa jest ich spłata. W tego typu niewolę popadają ludzie ubodzy, którzy z powodu szczególnej sytuacji (np. choroby), są zmuszeni zaciągnąć pożyczki u lichwiarzy. Inną formą współczesnego niewolnictwa jest międzynarodowy handel dziećmi jako tanią siłą roboczą, uprawiany głównie w krajach Azji i Afryki oraz międzynarodowy handel kobietami, zmuszanymi przez organizacje mafijne na całym świecie do prostytucji. 

I co na to szary obywatel cywilizowanego świata? W tekście Łyszkiewicza jest jeszcze jedna fraza, która mnie dotyka: tak niewiele myślę… No właśnie, myślę, że niewielu z nas zastanawia się nad tym, kto jest naszym właścicielem. Kto decyduje o tym jak żyjemy. Dlaczego przez większość tygodnia robimy rzeczy, na które niekoniecznie mamy ochotę, a niekończąca się pogoń za pieniądzem wysysa z nas radość życia, osłabia relacje i generuje stres? Jesteśmy niewolnikami. Dobrowolnymi. Ekonomicznymi. Dodałbym jeszcze: ideologicznymi. Kult posiadania, chęć prestiżu i dorównania społecznym potrzebom sprawia, że pozwalamy sobie założyć złote kajdanki. Albo wchodzimy do bardzo komfortowej klatki. I żyjemy za nie swoje pieniądze. Ponad stan. Kredyt to jedna z najpowszechniejszych klatek tego współczesnego niewolnictwa. Jakże niewielu z nas nie dało się kiedyś w niej zamknąć? A co jeśli nie zapłacimy kolejnej raty albo rachunku? Spróbujmy, a zaraz pojawi się nasz właściciel i wyciągnie odpowiednie konsekwencje. Ja wiem, że nikt nie zmusza nas siłą, by kredyt zaciągnąć. Ale presja społecznoekonomiczna jest wystarczająco silna, by się na to dobrowolnie godzić. To jest bardzo sprytnie pomyślane. Niewola na miarę czasów – niewolnik ma żyć w poczuciu całkowitej wolności. I ten paradoks oferuje nam właśnie współczesna cywilizacja. A to i tak tylko część złożonego problemu. Co bardziej wnikliwi badacze tematu twierdzą, że instytucje religijne (np. Kościół Katolicki) używają tych samych mechanizmów by podporządkować sobie człowieka.  Można i tak. Tylko że chciwość i żądza władzy to nie jest coś co wypływa z jakiegoś konkretnego systemu ekonomicznego czy religijnego. To coś co wypływa z naszych serc. I nie ma na świecie takiego miejsca ani czasu, gdzie moglibyśmy się przed tą zarazą uchronić. Bo w gruncie rzeczy to jaki dzisiaj jest świat nie jest żadną nowością. Nowe są tylko narzędzia i pomysły na realizację starych idei. Siedem grzechów głównych to menu, z którego człowiek wybiera od zawsze. I nie sądzę by w przyszłości miało się to zmienić. Dzisiaj kolejny raz zastanawiam się jak rozumieć słowa z Listu do Galatów: Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli! Przecież musi istnieć taka wolność, której nie jest w stanie ograniczyć żadna klatka w której tkwimy. Taka, której nie kupimy za żadne pieniądze i której nie da nam żaden wymyślony przez człowieka system.  Wolność nie z tego świata. 

Adam Szewczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *