Dać siebie! Wzbudzić pragnienie! – relacja Uli z tegorocznego Wolontariatu na Białorusi

Pojechałam. Myśl o pojechaniu na misje jako wolontariusz pojawiła się u mnie już bardzo dawno, od tamtej pory marzyła mi się głównie Afryka albo Amazonia. Bo czy te miejsca nie są pierwszymi, które przychodzą na myśl, kiedy człowiek słyszy hasło “misje”? Oczywiście Pan Bóg miał przygotowany zupełnie inny, a na pewno lepszy plan ode mnie i postawił na mojej drodze właśnie Wolontariat Misyjny- przez który wylądowałam na Białorusi. Miesiąc spędzony w Szumilinie całkowicie wymazał wszelkie moje plany o wyprawach w egzotyczne strony świata.

Wakacje z Bogiem.

Moja posługa polegała na byciu animatorem tak zwanych Wakacji z Bogiem, organizowanych przez Ojca Andrzeja i Siostrę Weronikę dla dzieci zamieszkujących same Szumilino i jego okolice. Bardzo stresowałam się przed przyjazdem uczestników pierwszego turnusu. To głowy przychodziły mi same zniechęcające myśli jak: “Co mam zrobić, żeby dzieci mnie polubiły i zaakceptowały?”, “A ja wiem, jak się zajmować dziećmi?”, “Czy ja w ogóle lubię dzieci?” , “A mój rosyjski? Przecież to nawet nie można nazwać znajomością języka!”- rozwiązanie tych absurdalnych problemów było prostsze niż się spodziewałam. Byłam po prostu sobą, po prostu dałam siebie. Wszystko starałam się robić najlepiej jak tylko potrafiłam i wydaje mi się, że to było
najlepsze, co mogłam zrobić. Wydawało mi się, że nie mam nic do zaoferowania tym dzieciom, że nie jestem w stanie niczym konkretnym je zająć. Dzieci tymczasem dosłownie mnie pochłaniały w całości: to co mi wychodziło, to co zupełnie wyjść nie chciało, a czasem wystarczała zwykła obecność. To, że ktoś je zupełnie bez powodu przytulił, że pobłogosławił je i powiedział “Dobranoc”. Odkrywałam z każdym dniem w sobie nowe rzeczy jakich mogę ich nauczyć, a one były szczęśliwe, że ja chcę poświęcić swój czas i pokazać im coś nowego. Jednakże ilość tego co dałam im ja nie jest tak ogromna jak ilość miłości i dobra jaką otrzymałam ja sama. Zaczynam się zastanawiać, czy to była uczciwa transakcja 😉

Cel!

Uczestnicy wakacji z Bogiem to dzieci z bardzo patologicznych, niezdrowych i biednych środowisk. Rodziny rozbite; rodziny, w których jest przynajmniej jedna osoba dotknięta alkoholizmem. Rodziny, w których nie ma miejsca na Pana Boga, w których nie ma miejsca na miłość. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak te same dzieci, z którymi przebywałam, mogą tak na co dzień cierpieć? Jak musi wyglądać ich codzienność, skoro przez cały rok wypytują o to, kiedy zaczynają się wakacje z Bogiem? Co daje im te kilka dni spędzone we wspólnocie, gdzie jest czas na zabawę, posiłek, naukę, odpoczynek i modlitwę? Właśnie ta namiastka “normalności” ma wzbudzić w nich pragnienie życia inaczej, czyli pragnienie życia z Jezusem Chrystusem.
Uświadomienie im, że ludzie Kościoła tak właśnie żyją, ponieważ Bóg jest na właściwym, pierwszym miejscu. Miałam przez chwilę wątpliwości czy taki krótki epizod nie pogarsza ich sytuacji, bo przecież później wraca szara, bardzo przykra i raniąca codzienność. Po co przez te kilka dni dawać z siebie wszystko, skoro to nie zmieni ich codzienności? Owszem, nie zmieni to ich aktualnego środowiska, ale przecież w przyszłości czeka ich nowa codzienność, którą będą budować one same! Chodzi o wzbudzenie w nich pragnienia życia inaczej. Właśnie to dawało mi pewność i motywację do pracy, to, że z tych dzieci mogą wyrosnąć cudowni ludzie, którzy stworzą środowisko przepełnione Bogiem. Chciałabym, aby były świadome, że one nie tęsknią
tylko i wyłącznie za ludźmi, którzy dają im samych siebie, ale za prawdziwym Bogiem, który żyje w sercach tych ludzi. Przecież to od Niego wyszła ta inicjatywa, jest- bo On tak chciał. Bo co ja dobrego mogę zrobić innemu człowiekowi, jeśli nie żyje we mnie Chrystus? Natomiast zanim nastaną te dni, nie będą do tego czasu w tym wszystkim same, bo będzie razem z nimi ON. Przez te kilka dni dobra, miłości, zabawy- “normalności” przychodzi do nich sam Bóg, przez te zwykłe prozaiczne rzeczy, które na co dzień nie mogą doświadczyć. Dzięki ich szczerej modlitwie kto wie – może zmiana na lepsze nadejdzie o wiele szybciej niż się spodziewają.

Gotowe ręce i serce.

Całe to dzieło jednak nie może istnieć, jeśli nie ma ludzi, którzy chcą pomóc. Twoje ręce gotowe do pracy, dobre serce i Twój czas to najlepsze, co możesz zaoferować drugiemu człowiekowi. Trzeba czasem coś posprzątać, trzeba coś ugotować, a Duch Święty sam nie położy dzieci spać (te dzieci są zbyt energiczne 🙂 ). A może umiesz tańczyć? Śpiewać? Grać na gitarze? Jeśli nie są Ci straszne zwykłe codzienne obowiązki, to jak najbardziej się sprawdzisz! Chodzi o to, żebyś dał siebie, nie zdajesz sobie sprawy, ile masz do zaoferowania! Zapraszam Cię serdecznie na zjazdy Wolontariatu, dzięki którym przygotujesz się do posługi i uzyskasz odpowiedzi na swoje pytania. Tylko pamiętaj, nigdy nie będziesz wiedzieć, jak to jest naprawdę, dopóki się nie odważysz i nie pojedziesz!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *