Dzień XXIV wyprawy NINIWA Team – gorączka

Gorączka trawiła teściową Szymona, gdy Jezus ją uzdrowił, zaraz wstała i usługiwała innym. Jeszcze raz wybrzmiewa zdanie, że to nie droga jest trudnością, a trudności są drogą. Oby wszelkie trudności i gorączki były dla nas drogą do służby.

Gorąco robiło się podczas pokonywania podjazdów na drodze z albergue do sanktuarium. Na każdym wmawialiśmy sobie, że to ostatni, ale jeszcze niejeden nas czekał, by potem dojechać do autokaru. Największą gorączką, zalewającą potem oczy, byli ci, którzy na co dzień jeździli w SPD-kach, a teraz przesiedli się w sandały.

Gorące było serce, kiedy mogliśmy schodami podejść w górę i rzucić się na szyję św. Jakuba – figury ołtarzowej. Wysłuchał naszych szeptów, intencji, jakie wieźliśmy przez te trzy tygodnie w sakwach. Poczuł naszą wdzięczność z dotarcia do celu.

Gorączka pakowania. Nie było tak źle. Wcale nie mamy kieszeni pełnych śrubek z roweru. Wystarczyło tylko odkręcić pedały, zdjąć kierownice, zdemontować lemondki, ok zdejmowaliśmy też przednie koło i wyciągaliśmy siodełka. Ci, co mieli Brooksy żyją w gorączce, że ktoś, kto całą drogę cierpiał na żelowym siodełku przypadkiem się pomyli przy powtórnym montowaniu rowerów :).

To nie gorączka rozłożyła niektórych wyprawowiczów na podłodze w autokarze. To potrzeba wyprostowania nóg. Korzystamy z każdego możliwego centymetra sześciennego przestrzeni. W komplecie wracamy do Polski!

Bilans dnia:

  • 1 Msza św. odprawiona w kaplicy
  • 1 Sanktuarium św. Jakuba w Santiago de Compostela
  • Niezliczone kilometry pieszego zwiedzania w tempie ekspresowym
  • 32 rozkręcone rowery
  • 47 wyprawowiczów NINIWA Team w autobusie do Polski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *