Dzień XXI rowerzystów – Miejscówka

Miejscówę na nocleg mieliśmy naprawdę dobrą. Nie obyło się bez rutynowego przyjazdu policji, ale śpimy na terenie prywatnym za zgodą właścicieli. I w zasadzie to jesteśmy niegroźni, teren zmienił się tylko o tyle, że między wszystkimi możliwymi drzewami powstała pajęcza sieć że szpagatu, potem wiatr zatańczył z naszym praniem, więc jutro na kółku czeka nas małe biuro rzeczy znalezionych, a tak to ślad po nas zaginie.

Miejsce na wspólny obiad na przypieczętowanie porannego dzielenia się znalazło się dla 32 osób w restauracji. Dwie z uczestniczek znalazły nawet miejscówkę w brzuchu (i w głowie, bo w tym przypadku to ważniejsze) na kalmary. Zakrólowały w końcu owoce morza. A inna groziła swojemu partnerowi do menażki, że w Santiago uraczy go pulpo… Co to takiego?

Miejscówkę na Mszę św. wskazał nam Marcin Dałkiewicz, ale po przybyciu na upatrzone wcześniej miejsce nastąpiła konsternacja na zasadzie: tu wczoraj była plaża. Ale nie ma. Pamiętacie, coś na zasadzie “ukradli”. Tylko huk rozbitych fal. Morskie wygi to my nie jesteśmy, jednak ciągle nas ten ocean zaskakuje. A miejscówka w sercu? To w nas dokonują się wszelkie wybory, między innymi takie, czy za słowem pójdzie czyn.

Jakoś dużo przestrzeni w namiocie do życia, po niedzielnych porządkach w sakwach, namiot robi się całkiem przytulną miejscówką do spania.

Słowo Pauliny Szuścik przemierzającej dzisiaj plażę z relikwiami św. Stanisława Kostki: Oswojenie. 

Bilans dnia:

  • 0 km
  • 0 km/h
  • 0 m przewyższeń
  • 100 000 ziarenek piasku w każdym możliwym zakamarku namiotu i sakwy, a nawet w zamkniętej puszce groszku

Nocleg: stabilnie, bez zmian

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *