Dzień XVIII rowerzystów – dystans

Dystans, przerwa, dystans, znacie ten schemat, prawda? Z taką częstotliwością powinniśmy mieć 100 km około godz. 12.00. Dzisiaj nasz standardowy dystans wynosił 10 km, ok, wyolbrzymiam, pierwszy miał 300 m. 

Dystans miał też dla nas dzisiaj rano Michał Piela, który robił podział na grupy. Michał stworzył jednoosobową grupę, bo jakoś nikt nie miał rano ochoty na bieg na dystansie 200 m na hasło: 5 pierwszych dziewczyn i 10 chłopaków będzie w pierwszej grupie. Wszyscy stwierdziliśmy, że poświęcimy się i pojedziemy jako drudzy. Michał ma w sobie charyzmę, ale jak widać musi jeszcze trochę popracować, żeby pociągnąć za sobą tłumy, choć na prowadzeniu dobrze mu to idzie, ciągnie, może nie tłumy, ale kolumna 15 osób jedzie sprawnie i gładko :). 

Plan nie był ambitny, ale taki się okazał :). Wręcz nas po prostu przerósł. Po 30 km z dwoma przerwami poddaliśmy się i rozłożyliśmy się na kawę i drugie śniadanie. Nie ma źle, przed nami równy dystans – 50km do Bilbao, do Basi i Kamila… ale pisali nam przecież, że mamy się nie spieszyć. Próbowaliśmy wyruszyć do Bilbao co najmniej cztery, jak nie pięć razy. Nasze rowery mówią, że po trzech tygodniach jazdy czas na dystans, ale do serwisu rowerowego na porządny przegląd. 

A co się stało, gdy na dystansie zatrzymała nas policja? Kuniol zwraca na siebie uwagę, bez dwóch zdań. Wcale nie chodzi tu o uśmiech prosto z Mazur-Medu, uwaga, nie jest to również łopocząca nad nim flaga, a jedynie taka proza, jak brak kasku. Ile liczył dystans do najbliższego Decathlonu? Oczywiście 10 km :). “Przecież w czapce mogę, ostatnio (w 2011 podczas wyprawy do Maroko), jak jechaliśmy przez Hiszpanię, to nikt się nie czepiał*. Ale każdy musi pracować zgodnie ze swoim sumieniem”. I policjanci wypracowali. A wczoraj na ostatnim dystansie, po wywrotce Sławka modliliśmy się, żeby zaczął nosić kask. Trzeba uważać, o co się Boga prosi, bo można Kuniola uczynić nieszczęśliwym człowiekiem :). Nie, prawda jest taka, że Sławek szybko się przyzwyczaił i zakłada kask nie tylko na dystanse, ale niemalże nie zdejmuje go podczas przerw, podejrzewamy, że również w nim śpi, bo przecież Sławek jest zawsze gotowy, by wyruszyć w drogę… 

Dystans do Bilbao okazał się ostatnim tego dnia (potem już tylko dobitka na nocleg), w końcu to stolica… kraju Basków. Plan był inny, ale na poprzednich dystansach Bóg poprzez awarie pokazał nam swój plan i jakoś nie mieliśmy nic przeciwko, żeby się na niego zgodzić. 

A nasz najdłuższy pieszy dystans tego dnia? To oczywiście od rowerów zostawionych na trawie, do oceanu przez plażę. 

Słowa osób wiozących relikwie św. Stanisława Kostki:
Michał Piela: Wiara
Kamil Myszka: Zaufanie. 

Św. Stanisław chroni, całą ekipę, nie tylko tych, z którymi fizycznie danego dnia jedzie. Dystanse po ciemku to niezbyt dobre rozwiązanie, dlatego śpimy jutro do 6. Dobranoc, zawiewa bryzą znad oceanu? Bo pisane na plaży, przy huku fal…

Bilans dnia:

  • 113 km
  • 18,6 km/h
  • 1096 m przewyższeń
  • 1 dętka Piotrka Organka
  • 1 zepsuta manetka Marcina Mazura
  • 2 linki od przerzutek do wymiany: Emila Burdziłowskiego i Pauliny Szuścik
  • 1 nietypowa wizyta Kuniola w Decathlonie (po spotkaniu z policją) 

Nocleg: pod mostem (kochani rodzice, staczamy się :)), kilka kilometrów za miastem Bilbao nad oceanem

Przejechanych kilometrów do tej pory: 2519 km

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *