Dzień X piechurów

Środa. Do tej pory każdemu zdarzały się gorsze chwile, ale dziś wszyscy przeżywaliśmy kryzys. Zrezygnowani człapaliśmy przed siebie. Chcieliśmy po prostu dotrzeć na obiad, później na nocleg. Pocieszeniem była myśl, że w miasteczku do którego zmierzamy jest remiza, a tam możemy szukać noclegu. To był jednak dzień pełen niespodzianek.
 
Pierwszą niespodzianką było przedszkole, w którym dostaliśmy salę, a w niej mogliśmy zjeść obiad (była tam nawet mikrofalówka, z której chętnie skorzystaliśmy!) i zrobić sjestę. Przyszedł też mężczyzna, który okazał się pielęgniarzem i zaproponował, że obejrzy wszystkie nasze kontuzje. Kiedy ruszyliśmy w dalszą drogę, spotkaliśmy kobietę, która widząc nas przyniosła lody i zimne napoje.
 
Kiedy w końcu udało nam się dotrzeć do miasteczka w którym mieliśmy nocować, okazało się, że z noclegu u strażaków nici. Nie ma też dla nas miejsca przy parafii. To był dla nas do tej pory najtrudniejszy dzień, a na dodatek zapowiadało się, że pójdziemy spać bez prysznica, na trawie w parku. Pan Bóg jednak długo nie trzymał nas w niepewności. Kiedy dotarliśmy na miejsce okazało się, że w środku parku są łazienki czynne całą dobę, a w nich… prysznice jak nowe z gorącą wodą! To było więcej niż byliśmy sobie w stanie wyobrazić. Dla tych, którzy byli już zbyt zmęczeni, żeby z nich skorzystać, pojawiła się jeszcze jedna szansa na umycie, kiedy o 2.50 na trawniku, gdzie mieliśmy rozbite namioty, włączyły się zraszacze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *