Dzień VI rowerzystów – walka

Po jednodniowej przerwie wracamy! Co działo się u rowerzystów w sobotę?
 
Pierwsza i podstawowa walka to chyba Wasza walka ze zniecierpliwieniem, gdzie jest w końcu ta sobotnia relacja i co się u nas dzieje. Przegrałam walkę ze snem i piszę dopiero dzisiaj, ale proszę zawalczcie o zrozumienie w swoich sercach, bo… czekajcie liczę po raz kolejny i sama nie dowierzam, zaczynam stawiać kreseczki, bo palce zawodzą, jeśli się mylę to mnie poprawcie, ale cisnęliśmy 20 godzin!! Od 4 rano do północy. 
 
Pierwsze trzy dystanse walczyliśmy z myśleniem, że jest za dobrze, żeby mogło być prawdziwie. To niewłaściwe myślenie, jak jest dobrze, to trzeba się z tego cieszyć, a jak pod górkę to to przyjmować. Ale naprawdę było dobrze, bezawaryjnie, mocno pod górę i z dół i do 16 przejechane 150 km, gdzie w ciągu tygodnia z podobnym dystansem kończylismy późnym wieczorem. 
 
Walczę z własnym brakiem otwartości. Albo raczej walczyłam. Ujawnię się i nie będę owijać w bawełnę, że jedna z uczestniczek wyprawy podzieliła się z resztą swoim świadectwem podczas Mszy św. Trzy lata temu walczyłam z Camino jako samotny pielgrzym z Bydgoszczy do Santiago, jeżeli kiedykolwiek grupa potrzebowała zagrzania do walki, to właśnie dziś, by dojechać do miejsca docelowego. Ze słabością fizyczną warto się zmagać i walczyć, ale w myślach walka polega na prostocie i przerwaniu pewnego toku i zapętlenia, które pojawia się na tak długiej drodze. I trzeba mieć cel. Ponoć go mamy. Santiago? Nie… Tak naprawdę celem jest stać się dzieciakiem, tak jak prowadziła nas sobotnia Ewangelia, dobrym dzieciakiem. Bo my banda dobrych dzieciaków jesteśmy (dzięki ojcu Jaśkowi za te słowa :)). Jeżeli miałam dać innym wolę walki to tylko świadectwem, z którego przebija prawdziwość. Moje Camino było pięknym doświadczeniem, ale jest też we mnie do dziś ogromnym zranieniem. Pozwól, by ta droga Cię zraniła. Pozwól by Ta Droga Cię Zraniła. 
 
Potem na drodze walczyliśmy z wszystkimi wymienionymi awariami i niemocami na raz, dodając do tego walkę ze zmęczeniem, ciemnością i nieporozumieniem polskiego z niemieckim, które jednak wyszło nam na dobre i zapewniło małą eskortę policji. 
 
Walczyliśmy z ułożeniem ciała na karimacie na ażurowej kostce brukowej. Walczyliśmy? Nie, chyba wszyscy spaliśmy jak zabici. Może tylko niektórym włączył się tryb głupawki, ale to też ze zmęczenia i trzeba było walczyć ze śmiechem, by nie przeszkadzać w spaniu innym. 
 
Walczyliśmy do krwi, a mimo tego, budziki na niedzielę zostały ustawione na 5.30…
 
Słowo Michała Dobruta wiozącego relikwie św. Stanisława Kostki: Hefalumpy. 

Bilans dnia:

  • 206 km – dotychczasowy wyprawowy rekord! 
  • 18,5 km/h
  • 2168 m przewyższeń 
  • 2 dętki Emila Burdziłowskiego i Basi Kaczmarek
  • 1 zdobyty bagażnik dla Pawła Tałajczyka
  • 1 wywrotka Marcina Mazura
  • 1 wkleszczony łańcuch Ani Kraus
 
Nocleg: 
 
Na ażurowej kostce brukowej w zaułku 16 km przed docelowym niedzielnym spaniem
 
Przejechanych kilometrów do tej pory: 993
 
*relacje, które czytacie na stronie są krótką formą przekazu na bieżąco z wyprawy. Po wyprawie powstanie książka, która jest pisana na bieżąco na wyprawie i niepublikowana w internecie.

One thought on “Dzień VI rowerzystów – walka

  • 20 sierpnia 2018 at 11:07
    Permalink

    Zostawcie tę książkę narazie “w spokoju”. Ona jest w tym momencie nieistotna.
    Proszę jedynie o wmiarę regularne i na bieżąco informacje gdzie jesteście i co się z Wami dzieje (te kilka “rutynowych” wersów podsumowania) i…..Carpe diem.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *