Przedstawiamy piechurów NINIWA Team – #13 Aneta Wróbel

Zaraz za tym, że jestem dzieckiem Pana Boga i córką moich rodziców, jestem wielbicielką świętego Eugeniusza de Mazenoda. Od kilku lat jestem w Niniwie, gdzie rozwijam swoje talenty, zawieram przyjaźnie i odpoczywam. Lubię muzykę, dobre książki i szybką jazdę. W wolnym czasie śpiewam na cały głos, oglądam filmy i uczę się nowych rzeczy – naprawdę to lubię.

O Camino mówi się, że to droga dla tych, którzy rozeznają swoje powołanie czy Ty też będziesz szturmowała niebo tym pytaniem?

Wyobrażam sobie Camino jako czas pełen wyzwań. Myślę, że najwięcej będę się modlić o to, żeby nie bolały mnie za bardzo nogi. 😉 Mam jednak nadzieję, że uda mi się oderwać od tak przyziemnych spraw i rozmawiać z Bogiem też o tych poważnych zanim wyprawa się skończy..

Masz na swoim koncie niejedno doświadczenie misyjne, np. w Maroko – to swego rodzaju wyjazd w nieznane i życie w ciągle zmieniających się warunkach, czy da się przełożyć na pieszą wyprawę jakieś doświadczenie tam zdobyte?

Pomoc drugiemu człowiekowi tutaj niewiele mnie kosztuje. Mogę podzielić się pieniędzmi, jedzeniem, swoim czasem czy talentami. Daję tyle ile chcę. Łatwo sobie wykalkulować ile mi zbywa albo z czego potrafię zrezygnować po to, żeby sprawić komuś przyjemność czy ulżyć w cierpieniu. I czasem nawet odczuję lekką stratę, ale tak, żeby zbyt mocno mnie ona nie zabolała. Wszystko jest pod kontrolą. W Maroku było zupełnie inaczej, posługa tam przerastała mnie na każdym kroku, a Pan Bóg uczył mnie jak w moim własnym ubóstwie mogę dawać. Na Camino nie mogę wziąć ze sobą zbyt wielu rzeczy – to pierwszy wymiar ubóstwa, jakiego się spodziewam. Wydaje mi się, że będzie to też czas doświadczania własnych słabości, a więc spotkania ze swoim ubóstwem. Pierwsze takie doświadczenie mam już za sobą – właśnie w Maroku. Ale to dopiero początek, jestem przekonana, że Pan Bóg będzie prowadził mnie w tym głębiej. Czy na Camino? To się okaże.
W Maroku nauczyłam się też prosić. Tutaj wszystko mogę zrobić sama – czasem kosztuje to trochę zachodu, ale zawsze się jakoś da. Tam ciągle zdarzały się sytuacje, z których nie wybrnęłabym bez drugiego człowieka. Musiałam konfrontować się z tym, że sama pewnych rzeczy nie zrobię, a później przyznawać do tego przed drugim człowiekiem i prosić go o pomoc. To wiele mnie kosztowało. Myślę, że to będzie przydatna umiejętność podczas wyprawy. Pomagać, ale też przyjmować pomoc. W końcu nie bez powodu idziemy w grupie.

Kiedy myślisz o zbliżającej się wyprawie jaka myśl budzi w Tobie największą radość?

Wydaje mi się, że to będzie czas próby. A podobno im większa próba, tym większe doświadczenie Boga. Myśl o tym sprawia, że czekam z niecierpliwością na wyprawę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *