Przedstawiamy uczestników wyprawy NINIWA Team – #16 Patryk Lubiejewski

Nie lubie pisać o sobie, ale coś spróbuje. 😉 Od momentu nawrócenia mam kontakt z Oblatami i Niniwą, tak też trafiłem na moja pierwszą wyprawę Ostatnie okrążenie – Misja JuT, a teraz kolejna. 🙂 Studiuje psychologię na wspaniałym uniwersytecie, należę do Duszpasterstwa Akademickiego UKSW, pracuję. Zdarza mi się jeździć rowerem i coś pobrzdąkać na gitarze. Mam wiele darów od Boga, ale podobno bardzo charakterystyczny to uśmiech.:D Marzę o tym, by być w Niebie, ale spokojnie, jeszcze mam misję na tym świecie. 🙂

Często jesteś widziany z Różańcem w garści, czy wyprawa to dobry czas na Pompejankę; jeśli tak, to dlaczego?
Dzisiaj stwierdzam, że to zależy od długości wyprawy:D Na Misji JuT było idealnie bo trwała 56 dni, więc można było całą Pompejankę zdążyć odmówić na wyprawie, ale jak najbardziej polecam zacząć właśnie na wyprawie, a dokończyć po powrocie, kiedy już się “wejdzie” w tą nowennę. Dlaczego? Na wyprawie jest dużo czasu w trakcie jazdy na spotkanie z Bogiem, dla tego warto, by razem z Maryja, za jej przyczyną, zbliżyć się do Boga i do niej samej, która jak każda matka, pragnie kontaktu ze swoimi dziećmi:) Ja własnie myślę o tym, by po raz kolejny wykorzystać ten czas wyprawy również na rozpoczęcie “Pompowania”, mam nadzieje że znajdą się tacy, którzy również się odważą i zmontujemy ekipę – razem Pompowanie idzie łatwiej. Dla tych, którzy zdecydują się na ten krok na wyprawie mam wskazówkę, nie polecam zostawiać 3 różańców do odmówienia na niedziele wieczór. 😀

Kiedy słyszysz: wymarzona niedziela dla rowerzysty NINIWA Team, jaki obraz powstaje w Twojej głowie?
Ciężkie pytanie, bo różnie to może wyglądać, ale przede wszystkim taka, podczas której nie trzeba dokręcać dodatkowych kilometrów:D Wymarzona niedziela na wyprawie kojarzy mi się z niedzielą nad Morzem Czarnym, gdzie była woda i mogliśmy się kąpać do oporu, był też cień, w którym mogliśmy odpoczywać i spędzić go faktycznie na odpoczywaniu i poznawaniu sie “na spokojnie”, czyli bez wiatru, przez który trzeba się przekrzykiwać i bez emocji związanych z ciężką jazdą ( choć nie zawsze jest tak ciężko porozmawiać na rowerze;) ).

Miałeś roczną przerwę po debiucie z Niniwą, za czym najbardziej się stęskniłeś?
Wiedziałem, że ostatnia wyprawa nie była dla mnie, choć kiedy już się zbliżała to po ludzku pojawił się smutek i właśnie tęsknota za wieloma rzeczami,a najbardziej za dwiema. Pierwsza to codzienna Eucharystia, która “niesie” nas na wyprawie i kiedy wydaje się, że już nie dam rady to w Eucharystii właśnie znajduje siłę, by walczyć dalej. Druga to doświadczenie wspólnoty, która staje się rodziną, wspólnoty która poznaje się od najgorszej strony, a mimo to jest zmuszona, aby każdego dnia na nowo podejmować trud jazdy i znoszenia siebie nawzajem przez 24h na dobę, przez co więzi miedzy nami bardzo się zacieśniają. To bardzo wymagające doświadczenie, bo gdy jesteśmy tam poza tą strefą komfortu, w pewnych ekstremalnych warunkach, zdani na łaskę Bożą, którą też codziennie można doświadczyć i zobaczyć, to mamy możliwość wejść w głąb siebie, poznać siebie, swoje granice, swój egoizm i to na ile Miłości nas stać w momencie, gdy ona kosztuje tak wiele. Właśnie za tym najbardziej tęskniłem, bo nie mogę doświadczać tego, aż w takim stopniu w codzienności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *