Przedstawiamy uczestników wyprawy NINIWA Team – #22 Monika Mikucka

Odkąd Pan Bóg skierował moje stopy na grunt duchowości ignacjańskiej, staram się kierować w życiu słowami Ignacego z Loyoli: „Zachowaj swego ducha w takiej wewnętrznej wolności, żebyś zawsze mógł robić coś wręcz przeciwnego niż to, co teraz robisz”. Obecnie jestem studentką filozofii i absolwentką muzykologii KUL. Jak wszyscy wyprawowicze kocham rower, ale też bieganie, Bieszczady, granie na instrumentach, czytanie, rękodzieło, gotowanie, sprzątanie, zwiedzanie, wyzwania, a ostatnio zauroczyłam się w „pięknej literze”, czyli kaligrafowaniu:). Zwyczajnie kocham życie, które dostałam od Boga.

Jedziesz w konkretnej intencji, czy to pomaga po raz kolejny nacisnąć na pedał, gdy jest ciężko?

Zdecydowanie tak. Tym co może mnie powstrzymać przed kolejnym naciśnięciem pedału jedynie jest kontuzja, ale też Pan Bóg, bo z Jego wolą się nie konkuruje:). Póki co jednak mnie wspiera, więc i na to liczę z Jego strony na zasadniczej wyprawie, zatem góry, kontuzje i inne przeszkody mi nie straszne. Będę walczyć.

Lubisz jeździć na rowerze czy dla Ciebie to tylko środek do celu, co jest najważniejsze na drodze, na którą wyruszasz?

Rower od 8 lat łączył się w mojej głowie z marzeniem – wyprawą z Niniwą, o których to wyprawach usłyszałam jeszcze będąc w liceum. Raczej nie jest to tylko środek; zawsze lubiłam jazdę na rowerze i liczyłam, że kiedyś uda mi się chociaż zasmakować rowerowo-niniwowego klimatu – dreams come true:). Na drodze liczy się dla mnie spotkanie – z Bogiem, drugim człowiekiem, pięknem stworzenia i samym sobą.

Pierwszy raz w szeregach NINIWA Team, ale dużo już doświadczyłaś na wyprawach przygotowawczych, jakieś konkretne pozytywne przeżycie lub sytuacja?

Mam w głowie kilka szczególnych przygód, ale bez wahania wybiorę drugi dzień na pierwszej wyprawie przygotowawczej:). To naprawdę była dla mnie niesamowita próba charakteru i sprawdzian, kiedy razem z Julką Haneczok (siostrą Magdy) po odłączeniu się od grupy z powodu kontuzji i braku sił, musiałyśmy same ustalić sobie trasę i ciemną nocą jechać przez lasy i wsie, żeby dotrzeć do celu. Na pewno tę naszą współpracę, wzajemne wsparcie i pomoc będę wspominała jeszcze długo. Mimo trudu i pojawiającego się czasem zwątpienia udało nam się. To było niesamowite; kiedy o tym myślę to nadal to do mnie nie dociera, że dojechałyśmy na miejsce, bo nie było łatwo… Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze gdzieś razem pojedziemy:).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *