Przedstawiamy uczestników wyprawy NINIWA Team – #25 Kamil Myszka

Pochodzę z Lublina, skończyłem studia inżynierskie na Politechnice w Warszawie, pracuję jako elektronik, a po powrocie z wyprawy planuję dokończyć studia magisterskie. Interesuję się elektroniką, lubię jeździć na rowerze, zwłaszcza w nocy.

1. Podczas wyprawy na Islandię napisałeś „Jazda na rowerze uczy życia…”, czego konkretnie nauczyła Cię poprzednia wyprawa, może był w życiu jakiś Nowy Początek?

Najlepiej jakby było tak, że po powrocie z wyprawy stałbym się od razu lepszym człowiekiem, jednak życie nie jest takie proste, zupełnie jak wyprawa, wszystko przychodzi stopniowo, tak jak kilometry, tak i doświadczenie w życiu. Wyprawa pokazała mi, że coś co na pierwszy rzut oka wydaje się nieosiągalne i zbyt trudne niekoniecznie takie jest – takimi rzeczami na wyprawie są podjazdy, które z daleka wydają się ogromne, ale stają się dużo mniejsze i mniej straszne, gdy już się na nie wjedzie. Oczywiście jest trudno, ale żadnego z nich nie dałoby się zdobyć zatrzymując się tuż przed, z przekonaniem, że jest to niemożliwe, nie próbując nawet wjechać. Zatem mogę śmiało powiedzieć, że wyprawa nauczyła mnie między innymi odmiennego patrzenia na sytuacje pozornie zbyt trudne oraz większej wytrwałości w ich pokonywaniu.

2. Do Santiago tworzy się mocna ekipa, kilometrów będzie sporo, czego najbardziej potrzeba prawdziwemu rowerzyście, kiedy przejedzie „dwiesta”?

Na wyprawie niewiele jest potrzebne do szczęścia po takim wysiłku, wystarczy integracja przy kolacji, dobre miejsce do spania i brak deszczu w nocy. Myślę, że to idealny przepis na odzyskanie sił zarówno fizycznych, jak i psychicznych, żeby być gotowym na kolejną dwusetką następnego dnia.

3. Jedna wyprawa za Tobą, więc pewnie już doświadczyłeś tego, że najtrudniej nie jest wcale wyjechać, ale wrócić…do rzeczywistości. Jakiś sposób na to, by nie doznać po powrocie szoku?

Nie odniosłem takiego wrażenia, że najtrudniej jest wrócić. Najtrudniejszą rzeczą było ponowne przekonanie się do roweru. Po wyprawie trafił do schowka i został z niego wyjęty dopiero, gdy nadszedł czas tegorocznej wyprawy przygotowawczej. Na szczęście miłość do roweru odrodziła się na nowo i z radością wybieram się na tegoroczną wyprawę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *