Przedstawiamy uczestników wyprawy NINIWA Team – #32 Kasia Wasilewska

Kaśka o pseudonimie Wiesia pochodzi z Bydgoszczy, od trzech lat mieszka w Poznaniu, do którego się nie przyznaje J. W Niniwie odkryła swój talent pisarski, dlatego możecie o niej przeczytać między wierszami w niejednej relacji. Na zdjęciu z radością prezentuje swoje festiwalowe spotkanie w błotem (i Emailem:) na mini runmageddonie.

  1. To twoja trzecia wyprawa, dlaczego jedziesz po raz kolejny?

Bo dostałam nakaz. Bo to mnie rozwija. Bo to coś więcej niż rower. Bo potrzebuję być z ludźmi. Bo w NINIWIE odnalazłam życie…

To niekończąca się lista „bo”. Na Misji JuT pierwsze cztery niedziele przeryczałam, bo bałam się być z ludźmi. W niedziele nie jeździmy, nie ma się jak schować za wysiłkiem fizycznym. Cztery kolejne tygodnie były progresem. Na Islandii dostałam od jednego uczestnika honorowe odznaczenie + 1000 do otwartości. Przede mną jeszcze daleka droga, ale „wystarczy ci mojej łaski… moc w słabości się doskonali”. To, co było we mnie najsłabsze – to wchodzenie w relacje z ludźmi, teraz widzę, że Bóg właśnie z tego wyciąga największe dobro. Nie wiem, co przygotował dla mnie na trzecią wyprawę, ale nie ma innego sposobu, by się o tym przekonać, jak „wstać i iść!”.

  1. Santiago to nieobce Ci miejsce, już raz zdobyłaś je pieszo… wyruszając z własnego domu w Polsce. Kilka słów o tej niemożliwej wyprawie?

Wcale nie zdobyłam Santiago. Zdobyłam życie. I prawdę o sobie. Zrozumiałam, że potrzebuję wokół siebie ludzi i jestem zdolna do tworzenia relacji z nimi. I choć czasami na 364 dni w roku znowu o tym zapominam i zamykam się w swojej samotności, to przychodzi ten moment, kiedy się ocknę i przypomnę sobie, że trzeba iść do ludzi, a moje samotne camino było pierwszym krokiem do tego, by przejść do grupy, do NINIWA Team… . W życiu jest wiele dróg, jedna jest Twoja!

  1. Żeby zdecydować się na wyprawę z NINIWA Team, czy też samotną wyprawę pieszą do Santiago, trzeba być dosyć radykalnym… Jak podjąć taką decyzję?

Zawsze będę wspominać br. Szymona OFMCap, którego spotkałam drugiego dnia mojego pieszego camino i już przedstawiałam sobą obraz niezdecydowania, zachwiania i zagubienia. Przygarnął mnie do siebie i powiedział: Nie zrozum mnie źle, ale Bogu zwisa, to, co robisz, robisz to dla siebie, a Bóg pobłogosławi Ci cokolwiek wybierzesz. Jeśli zdecydujesz, że idziesz dalej pobłogosławi ci na dalszą drogę, jeśli zdecydujesz, że wracasz do domu, pobłogosławi ci na powrót. Zazwyczaj nasze decyzje są między dobrym i dobrym… dlatego tak trudno wybierać. Powtórzę to, co już kiedyś napisałam, że ten radykalizm bierze się z poczucia głodu. „Byłam głodna wolności, wysiłku, sprawdzenia swoich możliwości, przekraczania granic, poznawania siebie, zmiany, byłam głodna Boga i usłyszenia w sercu odpowiedzi na natrętnie powracające pytania”. Taką decyzję podejmujemy zazwyczaj z powodu jakiegoś braku…

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *