Włóczykoła kończą pierwszy tydzień Misji Północ

Jeszcze “przed chwilą” widzieliśmy się z nimi w Kokotku podczas obchodów X-lecia tworzenia Oblackiego Centrum Młodzieży NINIWA. Tymczasem dziś mija pierwszy tydzień wyprawy Włóczykół “Misja Północ”. Przeczytajmy, jak przebiegało im pierwsze sześć dni.

DZIEŃ I: KATOWICE – CHORZENICE
WYRUSZAMY!
Jesteśmy już na trasie! Rano siedem osób wyruszyło z księdzem Dawidem spod katowickiej Katedry Chrystusa Króla. Cała Ekipa spotkała się o 13.00 w Kokotku, gdzie trwa właśnie FESTIWAL ŻYCIA – WSTAŃ. O. Tomasz Maniura OMI, serce tego przedsięwzięcia, przywitał nas obiadem – serdecznie dziękujemy 🙂 Najważniejszym przeżyciem tego dnia była modlitwa wstawiennicza, którą pożegnali nas po wspólnym nabożeństwie uczestnicy festiwalu. Wraz z modlitwą przyjęliśmy też życzenia, które są jednocześnie zadaniem dla nas. O. Maniura życzył nam, żeby wspólna wyprawa i wspólne trudności sprzyjały lepszemu zjednoczeniu z Panem Jezusem oraz żebyśmy uczyli się kochać i przyjmować drugiego człowieka, bez względu na to, jak pokonuje swoją drogę. Wspólnota festiwalowa pomodliła się także za naszego opiekuna – ks. Dawida, który już niebawem wyrusza na swoją posługę duszpasterską do Kazachstanu. Po tak bogatych duchowych przeżyciach, żegnani oklaskami wyruszyliśmy w drogę.
Piękna, chłodna pogoda sprzyjała jeździe, więc pierwszy postój wypadł dopiero w Częstochowie – tam zrobiliśmy małe zakupy żywnościowe i wyruszyliśmy dalej. Nocujemy w Chorzenicach w ogrodzie niezwykle miłej rodziny – DZIĘKUJEMY.
Rozważania duchowe w tym roku będziemy prowadzić w oparciu o książkę ks. Krzysztofa Wonsa SDS „Modlitwa Ewangelią na każdy dzień”.
BILANS DNIA:
Dystans: 115 km

DZIEŃ II: CHORZENICE – NOWE MIASTO NAD PILICĄ
Piękną, słoneczną pogodę, która towarzyszyła nam przez cały dzień, mogliśmy podziwiać już od 5.00 rano. Poranek w Chorzenicach przebiegł bardzo sprawnie i wyruszyliśmy w drogę o godzinie 6.00, pokonując bez większych problemów i w dobrym tempie pierwsze 50 km. Mała niespodzianka spotkała nas dopiero po tym dystansie, kiedy zgodnie z założeniami naszego pilota Wojtka mieliśmy skrócić sobie drogę i przejechać przez widniejący na mapach mostek nad Pilicą. Okazało się, że zamiast mostku jest… łódeczka. Przeprawiliśmy się więc w bród, niosąc rowery i sakwy nad wodą – a to niemały ciężar, bo rower waży przeciętnie ok. 20 kg, a bagaż na nim nawet więcej. Po tym mokrym incydencie zawitaliśmy do Żarnowa, gdzie ks. Dawid dostał klucz do kościoła, aby móc odprawić mszę. W czasie przygotowań do mszy wysłuchaliśmy z ust miejscowego księdza wikarego legend i opowieści związanych z tym miejscem oraz historii kościoła. Jak głoszą legendy o zachowane w kościele filary rycerze ostrzyli w czasach średniowiecza swoje miecze, a na pobliskim Wzgórzu Szwedzkim ponoć sam król Jan Kazimierz obserwował bitwę w czasie słynnych wojen ze Szwedami w XVII wieku. Po mszy na terenie przy kościele zjedliśmy obiad i wyruszyliśmy w dalszą drogę – obecnie jesteśmy już w województwie mazowieckim. W Nowym Mieście nad Pilicą (jak widać Pilica postanowiła nas przez cały dzień nie opuszczać) ugościły nas na terenie domu pomocy społecznej siostry ze Zgromadzenia Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych – DZIĘKUJEMY.
BILANS DNIA:
Dystans: 155 km

DZIEŃ III: NOWE MIASTO NAD PILICĄ – ŁOCHÓW
Dzisiaj sponsoruje nas cyferka 50, ponieważ niemal cały dzień (a zaczął się on standardowo już o 5.00, wyjazd o 6.29) podróżowaliśmy drogą krajową nr 50. Pomimo niemiłosiernego upału jechaliśmy bez przeszkód, bo droga ma dość szerokie pobocze. O godzinie 14.00 zawinęliśmy do Mińska Mazowieckiego, gdzie mogliśmy w kaplicy Sióstr Loretanek odprawić Mszę Świętą i odpocząć w przyklasztornym ogrodzie. Przy okazji – dziękujemy Siostrom za tę krótką gościnę i wiśnie, którymi nas poczęstowały ;). W Mińsku Mazowieckim udało nam się zrobić zakupy, a niektórym nawet zjeść pizzę. Straszny upał i coraz bardziej boląca tylna część ciała trochę już dają nam się we znaki. Trzeba przyznać, że bardzo przemówiła do nas dzisiejsza Ewangelia i kazanie księdza Dawida, który przypomniał nam, że to wiara przyjaciół uzdrowiła Paralityka – bohatera tego fragmentu Ewangelii. Zastawialiśmy się zatem, jak my przykładamy się do modlitwy, kiedy rano, często jeszcze podczas pakowania i zapinania ostatnich sakw i bagaży, odmawiamy różaniec w różnych intencjach. Na nocleg zatrzymaliśmy się w Łochowie, w pięknym otoczeniu zabytkowego pałacu, w którym, podobno, nocował u swojego wuja sam Cyprian Kamil Norwid 🙂
BILANS DNIA:
Dystans: 143,5 km

DZIEŃ IV ŁOCHÓW – SOŁKI
Duży dystans, jaki pokonaliśmy dzisiaj, zawdzięczamy wyjątkowo łagodnej popołudniowej pogodzie. Poranny wiatr, który przez 90 km wiał nam w twarz, ustał i bez prażącego słońca nasze morale znacznie wzrosły. Wesoły nastrój towarzyszył nam również ze względu na wspólne celebrowanie dziewiętnastych urodzin Dawida Kozy. Tradycyjnie uczciliśmy je arbuzem ze świeczkami i truskawkowym szampanem. Na pierwszym postoju zdobyliśmy kawałkiem makreli także kolejnego i nie ostatniego na naszej dzisiejszej drodze czworonożnego przyjaciela (rasy husky 😉 ). Dłuższy postój wypadł nam na 105 kilometrze w miejscowości Jedwabne. Serdecznie dziękujemy za wyjątkową gościnę i błogosławieństwo księdzu neoprezbiterowi. Ks. Marcin nie tylko udostępnił nam kościół oraz probostwo, ale nawet zrobił nam zakupy żywnościowe – serdecznie DZIĘKUJEMY! Dzisiaj także zapadła ostateczna decyzja, aby jechać od razu na Litwę, bez przejazdu przez Białoruś. Na nocleg ma do nas dziś dołączyć także goniący nas pociągiem z Katowic Kacper Jura. Nocleg wypadł nam w niezwykle gościnnym gospodarstwie z krowami.
BILANS DNIA:
Dystans: 160 km

DZIEŃ V: SOŁKI – OLITA
Jeszcze wczoraj, zgodnie z planem, dołączył do nas Kacper Jura, któremu udało się w ostatnim momencie wskoczyć do pociągu do Augustowa. Ranek powitał nas chłodem. Kiedy po porannym świeżym mleku (powiedzenie „prosto od krowy” nabrało dziś nowego znaczenia) pożegnaliśmy się z krasulami i wyjechaliśmy z Solek, szybko zdaliśmy sobie sprawę, że nie bez powodu tereny za Augustowem nazywane są polskim biegunem zimna. Przed granicą w miejscowości Giby zatrzymaliśmy się w małym kościółku, jak się okazało – przygotowanym na ślub. Tam ugościł nas kościelny – pan Marian. Ksiądz mógł w pięknie przystrojonym kościele odprawić mszę, a następnie w ogrodzie pana Mariana (który opowiedział nam o swoich latach na Śląsku – pracował w Mysłowicach) zostaliśmy ugoszczeni jagodziankami i najedzeni wyruszyliśmy w stronę Litwy. Po przekroczeniu granicy na przejściu w Hołnach Mejera znaleźliśmy się wśród pięknych litewskich krajobrazów. Śpimy dziś w Domu Dziecka w Olicie – ziściły się więc żarty księdza o robieniu sobie Dnia Dziecka 😉
BILANS DNIA:
Dystans: 155 km

DZIEŃ VI: OLITA – WILNO
Jesteśmy w Wilnie! Rano byliśmy tak zmęczeni, że podczas godzinnej toalety na stacji benzynowej niektórzy ucięli sobie jeszcze drzemkę na ławce. Trudny poranek, który rozpoczęliśmy tradycyjne o 5.00, ale ze względu na zmianę czasu właściwie już o 4.00, wynagrodziły nam bajecznie piękne krajobrazy Litwy. Po pokonaniu dwunastokilometrowego podjazdu jechaliśmy drogą nr 220 do Wilna przez cudowny, pokryty lasami płaskowyż. W stolicy Litwy dotarliśmy na mszę do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, gdzie znajduje się słynny Obraz Miłosierdzia Bożego namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego według wskazówek św. s. Faustyny. Po mszy razem z przewodniczką panią Krystyną przez trzy godzinny zwiedzaliśmy Wilno. Widzieliśmy pamiątkowe miejsca związane z naszymi narodowymi wieszczami – Adamem Mickiewiczem i Juliuszem Słowackim, ważniejsze miejsca religijne i historyczne oraz mogliśmy odmówić różaniec w Waszych intencjach pod cudownym obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej Królowej Korony Polskiej w kaplicy Ostrobramskiej. W trakcie zwiedzania miasta Włóczykołom trudno się było przestawić z pedałowania na chodzenie – ekipa dawała sobie znaki na drodze, że „lewa wolna” i wyraźnie nie mogła utrzymać równowagi w marszu, szukając podpórek i kierownic przed sobą 😉
W międzyczasie zadzwonił do nas pan Waldek, który niestety zarezerwował nam nocleg dopiero na jutro. Udało się jednak rozwiązać sytuację dzięki przyjacielowi pana Waldka, który załatwił nam pokoje w hotelu studenckim w dzielnicy Zwierzyniec. I to nie byle jakie pokoje! Śpimy w łóżkach i dostaliśmy do dyspozycji cztery pralki! Mało tego – ksiądz zapowiedział wyjazd jutro dopiero o 10.00. Będziemy więc jutro odpowiednio wypoczęci, wyspani i pachnący, aby zmierzyć się z dalszą drogą.
BILANS DNIA:
Dystans: 105 km

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *