Zbliżają się wyjazdy misyjne! – relacja z ostatniego zjazdu Wolontariatu Misyjnego

18 maja rozpoczął się V zjazd Wolontariatu w tym roku formacyjnym. Zapraszamy Was wszystkich do śledzenia wiadomości z naszych wyjazdów misyjnych, które już tuż tuż, a po wakacjach do Kokotka – za rok to Wy możecie doświadczyć tego, do czego przygotowywaliśmy się przez ostatnie miesiące. A teraz, bez zbędnych słów, przedstawiamy piękną relację Pauliny z ostatniego naszego spotkania:

Ostatni, można by rzec, finałowy zjazd wolontariatu. Oddech wakacyjnych wyjazdów na plecach i ogromne emocje towarzyszyły tego weekendu wszystkim przyjezdnym do Kokotka. Nie ukrywam, że każdemu z nas będzie brakować tych zjazdów i chwil mniej lub bardziej intensywnych spędzonych wspólnie. Sobotnie przedpołudnie minęło pod znakiem spraw organizacyjnych. Nikt już nie liczył, ile telefonów zostało wykonanych, ile maili wysłanych i ile herbat zostało wypitych.

Popołudnie spędziliśmy w OCM. Krótki relaks nad jeziorem i udział w konferencji z udziałem biskupa z Ukrainy, który namacalnie przedstawił sytuację w kraju, do którego niektórzy z nas jadą, zaowocowały przemyśleniami i nowymi informacjami. Jednakże najlepsze miało dopiero nastąpić. Wieczorem, dwoma samochodami, z których jeden prowadził ojciec Dominik – co za emocje! Kto nigdy nie jechał z Oblatem samochodem niech żałuje! Pojechaliśmy na wieczór uwielbienia połączony z Mszą Św. do sióstr ze Wspólnoty Błogosławieństw w Strzelcach Opolskich. Jako że była to wigilia Pięćdziesiątnicy, odbyła się modlitwa wstawiennicza, którą niektórzy z nas przeżyli po raz pierwszy. Był to wspaniały wieczór, pełny serdecznych słów, ale i namacalnej więzi z Bogiem i szczerej modlitwy. Do Kokotka wróciliśmy głodni i śpiący, ale szczęśliwi.

Niedziela była czasem wspólnych posiłków, rozmów i pięknej Mszy Św., podczas której śpiewaliśmy ukraińskie i białoruskie pieśni, których uczyliśmy się od bardzo dawna. 

Czas spędzony w Kokotku jest czasem niesamowitej przemiany człowieka. I można mi wierzyć lub nie, żaden weekend spędzony w SPA, czy na najlepszej imprezie nie zapewni tyle dobrej energii, nie da tyle radości i wewnętrznego spokoju, co wspólny czas poświęcony sobie nawzajem i Bogu. Dziękuję za możliwość bycia na większości spotkań, dziękuję za rozmowy o życiu, o problemach i o wierze, ale i dziękuję za kawały i świetne poczucie humoru, które nawet w najcięższych chwilach kładło uśmiech na moją twarz. Dziękuję za ludzi, przy których nie muszę się niczego wstydzić i wiem, że zawsze mogę poprosić o pomoc. Wiem, że jestem odpowiednią osobą w odpowiednim miejscu i z odpowiednimi ludźmi, których, bez ogródek, mogę nazwać swoimi przyjaciółmi, bo przyświeca nam jeden cel- pomoc innym w imię naszego Boga – Chrystusa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *