Uczestnicy o Zjeździe Wolontariatu Misyjnego

Kochani wszyscy!

Oto po tygodniu skompletowaliśmy kilka zdań od uczestników naszego III zjazdu Oblackiego Wolontariatu Misyjnego. Zachęcamy Was do przeczytania tych króciutkich relacji i zapraszamy już dziś na IV zjazd, który odbędzie się 20-22 kwietnia.

WIOLA

Przez całe spotkanie bardzo dużo się działo, począwszy od wspólnych posiłków, oglądania filmu, a także modlitwy 🙂 Bardzo ważnym wydarzeniem podczas wyjazdu było spotkanie z panią Martą, która naprawdę szczegółowo podzieliła się swoimi doświadczeniami związanymi z misjami. Swoje opowieści urozmaiciła zdjęciami z wyjazdu, dzięki którym mogliśmy zauważyć prawdziwe realia życia w tym kraju. Cenne były dla mnie również przeżycia dziewczyn z ostatnich wyjazdów, dzięki którym dostrzegłam jak ważne jest dzieło wolontariatu misyjnego. Oczywiście nie zabrakło rozmów (bardziej ambitnych i tych mniej), wspólnego śpiewania, spacerowania, a także wolnego czasu na adorację 🙂

RAFAŁ

W tym roku zacząłem szukać swojego miejsca w Kościele. Od bardzo dawna czułem wewnętrzny głos, który mówił mi, żebym pojechał na misje, ponieważ tam mogę dać siebie tym, którzy tego potrzebują i jednocześnie mogę się zrewanżować Panu Bogu za to, co uczynił w moim życiu. No i jak to z Panem Bogiem bywa “mówisz i masz”. O zjeździe dowiedziałem się tydzień przed nim. Mając na uwadze wolny weekend, powiedziałem sobie, że chyba warto spróbować. Muszę przyznać, że nie żałuje. Ale po kolei…

Atmosfera stworzona przez Oblatów w tym domu jest po prostu wspaniała. Przekraczając próg domu, od razu człowiek czuje się jak u siebie. Nie da opisać się serdeczności i ciepła jaka wypływała od wszystkich osób. Człowiek mógł tam naprawdę poczuć przedsmak raju.

Kaplica jest wspaniałym miejscem (która nie jest ;P). Jest bardzo mała i przytulna, a jednocześnie bardzo duża, dzięki temu co  w sobie zawiera. Kaplica jest tak stworzona, że każdy jest blisko siebie, co tworzy prawdziwą wspólnoty. Otwierając drzwi kaplicy czułem, że otwieram drzwi do serca. Do serca Pana Boga.

Będąc na miejscu mogliśmy poznać plany misyjne na ten rok, oraz posłuchać świadectw na temat tego, jak będzie wyglądała nasza posługa . Warsztaty oraz liczne rozmowy pomagały rozeznać to, czy misje to na pewno nasze powołanie. Każdy ojciec był chętny do rozmowy.

Na sam koniec mogę napisać, że zakochałem się. Zakochałem się w Oblatach. Fascynują mnie tym, że potrafią w bardzo prostych słowach mówić o Panu Bogu, o życiu oraz w jak prosty i skuteczny sposób potrafią pomóc drugiemu człowiekowi. Największym darem był dla mnie paradoks, że jednak w tej prostocie nie było nic prostego.

Każdemu polecam wyjazd. Choćby dlatego, żeby zasmakować życia wiecznego tu na ziemi.

DAWID

Ta wyprawa do Kokotka bardzo mnie zmieniła, jestem szczęśliwy i nie czuję się osamotniony, bo mam Was. Natomiast relacje z “Papą” uległy dużej zmianie, poczułem Go podczas adoracji i nadal czuję . Coś niesamowitego ! Pozdrawiam 🙂

ANIA

III zjazd wolontariatu misyjnego był moim drugim. Jechałam do Kokotka tym razem z innym nastawieniem i innymi oczekiwaniami, przede wszystkim miałam już pewność, że spotkam tam serdecznych i dobrych ludzi. Mimo wszystko zjazd ten okazał się całkiem odmienny od tego pierwszego w jakim miałam przyjemność uczestniczyć. Najbardziej zainspirowały mnie warsztaty z panią Martą Procherą, która pracowała w Kazachstanie jako nauczyciel. Mimo iż nie była tam na misjach, to można było odczuć jej silnego ducha misyjnego. Opowiedziała nam o swojej walce z przeciwnościami losu, trudnościach w codziennej styczności z tamtejszym systemem. Ona-podobnie tak jak ja musiała zweryfikować swoje oczekiwania względem wyjazdu. Na pewno każdy z nas ma różne wyobrażenia o misjach, pracy za granicą, lecz to co nas czeka może zaskoczyć. Należy przede wszystkim pamiętać, że Bóg jest silniejszy niż nasze słabości, wszystkie przeciwności i zaufać bezgranicznie.

KASIA

* najbardziej zapadło mi w pamięć chodzenie po zamarzniętym jeziorze, przepiękne krajobrazy w drodze na obiad – same obiady też były wyjątkowo dobre

* film, warto było obejrzeć (Chata, przyp.)

* konferencja o. Łukasza, ciekawa interpretacja fragmentu o opętanym, spodziewałam się zupełnie innej tezy odnośnie samotności

* uwielbienie – bardzo dobrze poprowadzone przez ojca, nastrojowa atmosfera

PAWEŁ

Bardzo mi się podobało na tym zjeździe, ponieważ była to okazja zarówno do wyciszenia się, jak też do poznania ludzi. Pewnie nie wyróżnię się na tle grupy, ale najbardziej spodobało mi się opowiadanie Marty, która była na wolontariacie w Kazachstanie i podzieliła się z nami swoimi wspomnieniami. Przybliżyła nam realia radzieckiego systemu, który zasiał tam swoje żniwa i jego skutki wybrzmiewają cały czas. Osobiście bardzo mnie zasmuciła informacja o stosunku tamtejszych Polaków do Polski, jak też samych Kazachów do “kazachskości”, gdyż posługiwanie się językiem kazachskim wielu z nich uważa za wieśniactwo. Później zaciekawiło mnie opowiadanie o. Łukasza o przełożeniu chłodu na poczucie samotności. Dało mi dużo do myślenia, m. in. na czas adoracji. Uważam, że był to czas dobrze spędzony, a atmosfera była integracyjna. Na koniec obiad w OCM – mniam, mniam!

DAMIAN

Zjazd odbył się w bardzo miłej atmosferze. W piątek obejrzeliśmy bardzo piękny i dający do myślenia film pt. “Chata’. Film ten też ukazał nam to, że nie można tłumić w sobie gniewu, bo to niszczy człowieka tylko należy wybaczać i pogodzić się z tym co Pan dla nas przygotował. W sobotę bardzo mocnym momentem było dla mnie wieczorne Uwielbienie oraz świadectwo pani Marty na temat pracy w Kazachstanie. Pani Marta ukazała nam kulisy życia w Kazachstanie oraz duże zróżnicowanie w poziomie życia między ludźmi. Ukazany został nam również ustrój postkomunistyczny dalej tam panujący. W sobotę również mieliśmy czas na przechadzkę w grupie w czasie której mogliśmy się lepiej poznać, porozmawiać o tym czym się zajmujemy, o naszych pasjach i zainteresowaniach. Ten czas też był bardzo potrzebny, żeby lepiej się lepiej poznać bo to będzie pomocne w czasie wyjazdu na posługę. Na koniec powiem że kto nie był to niech żałuje

ULA

Swoją relację z ostatniego zjazdu chciałabym opisać cytując proboszcza z “Mój brat morderca”: “Normalnie, byłem wśród nich pierwszy raz, a poczułem się, jakbym był tam od zawsze!”

OLA

Na tym zjeździe Pan Bóg ukazywał nam siebie z wielu perspektyw. Najbardziej urzekły mnie cztery Jego portrety. Pierwszy, ze spotkania z Martą Prochera, jako Boga, którego, mimo jego wszechobecności, często trzeba intensywnie szukać, aby móc Go dostrzec. Kolejny, z rozmowy z o. Łukaszem, portret Stwórcy, który daje się każdemu, a tym samym uczy nas dzielenia się Nim z każdym człowiekiem. Trzeci, z adoracji, wspólnych modlitw i Mszy Świętej, obraz Kogoś, kto ukazuje swą Świętą Twarz i pozwala cieszyć się nam Swoją Świętą Obecnością. Ostatni, czwarty, portret, a właściwie różne portrety, Boga we wszystkich osobach, które spotkałam podczas zjazdu. Piękne, różnorodne portrety.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *