Bo najważniejsze jest być w drodze

Każdy z nas zna obiegowe hasło, krążące w świecie, że pieniądze szczęścia nie dają. Jedni się z nim zgadzają, inni nie – w tej kwestii można by polemizować. Tylko po co tracić na to czas? Może warto się po prostu zastanowić, na co spożytkować nasze zaskórniaki, tak, by najlepiej je wykorzystać. Oczywiście czasem można zejść z poziomu pragnień do zaspokojenia potrzeb niższego rzędu, czyli mówiąc kolokwialnie – naszych zachcianek i kupić sobie 5-kilogramowy tort czekoladowy i jeść go rano, wieczór i w południe. Można też mieć na uwadze swoją rodzinę i kupić żonie (choć pośrednio i sobie J) sukienkę albo coś dla dzieci. To wszystko prawda. Ale może czasami warto zejść do poziomu filozofii prostego studenta?

Z BOGIEM W PLECAKU

Tak, wiem, te czasy to już dla niektórych przeszłość, dla mnie również, ale nie na tyle odległa, by zapomnieć podstawową zasadę: w ciągu roku jedz chleb posmarowany nożem, a zaoszczędzone pieniądze spożytkuj na podróże! I to nie byle jakie, bo te z Bogiem w plecaku, sakwie czy w luku kajakowym. Wszystko, co materialne przeminie. Zostanie nam tylko nasze doświadczenie Boga i drugiego człowieka – to, co przeżyliśmy wspólnie, co odkryliśmy o sobie samym, o świecie i o rządzących nim relacjami. Tego co bycie w drodze wniesie do naszego wnętrza, sposobu myślenia i działania, nie zabierze nam nikt.

ZDZIERANIE MASKI

Msza św. na kajaku obróconym do góry dnem, nieszpory śpiewane przez dwa chóry siedzące naprzeciw siebie na gałęziach rozłożystych dębów, hymn Niniwy rozcinający ostro powietrze falujące od gorących iskier sypiących się z ogniska, ból stąpnięcia na stopę, na której wykwitł pęcherz, wyrzucanie z plecaka zbędnych rzeczy (bo przecież po co komu na wyprawie szczoteczka do zębów, a każdy gram się liczy J), odkrywanie nowych, dotychczas nie używanych partii mięśni, przyznanie się do swoich słabości, prośba o pomoc, gotowanie obiadu dla całej ekipy z osobą, której obecność postrzegamy jako okazję dla siebie do ćwiczenia się w cnocie cierpliwości, dokonywanie wyborów i podejmowanie decyzji, najzwyklejsze postawienie kolejnego kroku, zmuszenie nóg do maszerowania w rytmie nadanym przez głos naszego serca… Wysiłek fizyczny zedrze z nas każdą maskę, którą w zwykłym życiu zakładamy niejednokrotnie przymierzając rano przed lustrem i dobierając tę „odpowiednią” na dzisiejszy dzień. W zmęczeniu i trudzie człowiek nie jest w stanie dłużej udawać, wychodzi cała prawda o nas, a jak wiemy „Prawda was wyzwoli” (J 8, 32).

JADĄ, BO JEŹDZIĆ… NIE LUBIĄ

Na wyprawy rowerowe z NINIWA Team jeździ całkiem spora grupka, głównie dziewczyn, które otwarcie deklarują, że nie lubią jeździć na rowerze. Czy to komukolwiek w czymkolwiek przeszkadza? Otóż okazuje się, że ani trochę. W wyprawach NINIWY nie chodzi bowiem o rower, to tylko środek do celu. A celem jest sam Bóg. Bóg, który sam w sobie jest relacją, więc do tworzenia relacji zaprasza.

ZAPROJEKTUJ SWOJE ŻYCIE

 Najwspanialszy projekt, jaki możesz zrealizować, to Projekt Życie! On już powstał w zamyśle Boga, w życiu „o to właśnie chodzi, żeby projekty realizować. Najpierw trzeba je zrobić, trzeba je odczytać i zrealizować.” (o. Tomasz Maniura). Rowerem, pieszo, kajakiem, konno, hulajnogą czy balonem, a może tanecznym krokiem przemierzając kolejne kilometry te na mapie i te w głąb siebie.

Tegorocznym wyprawom z wiarą towarzyszyć będzie właśnie hasło Projekt: Życie, a patronować intencji za młodzież będzie św. Stanisław Kostka, który mawiał „Do większych rzeczy jestem stworzony i dla nich winienem żyć”.

 A Ty do czego jesteś stworzony i powołany? Może do zejścia z kanapy, do zamknięcia laptopa, odłożenia telefonu i zorganizowania wyprawy Together lub dołączenia do już istniejącej grupy? Świętość młodzieży na wzór św. Stanisława to duże wyzwanie, nie zostawiaj z tym młodych samych, ofiaruj za nich kroplę własnego potu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *