Wiara czyni cuda!

Główne hasło ulubionej piosenki NINIWA Team jest na ustach rowerzystów nie tylko podczas wyprawy. Swoim świadectwem o zgubionej wiolonczeli podzieliła się z nami Basia Kaczmarek:

 

Każdego dnia nasza wiara jest wystawiana na próbę. Wyobraźcie sobie taką sytuację: stoicie pod sklepem, dolewacie płyn do spryskiwaczy, wsiadacie do auta i ruszacie dalej. Po godzinie orientujecie się, że nie ma z Wami waszego dziecka. Niemożliwe?! To dzisiaj przytrafiło się mnie, a moim dzieckiem była wiolonczela. Zorientowałam się o jej braku dopiero po godzinie jazdy w Katowicach.

Pierwsze co – dzwonię do mamy, o godzinie 8 wciąż miała włączony tryb lotu-brak kontaktu. Dzwonię do ojca-nie potrafi dodzwonić się do sąsiadów, by ktokolwiek podjechał w miejsce gdzie zostawiłam instrument. Zakazał mi pod żadnym pozorem wsiadać do samochodu. Stres!, szok!, płacz!, niemoc!, co robić??? gdzie się udać?? Czułam się jakbym w chwili straciła część życia, część serca…

W pracy podczas konferencji którą sam prowadził powiedział słowa: “sprawa rodzinna” i wyszedł w chwili. Powiedział, że szybciej dojedzie do Radzionkowa z pracy, niż ja sama. W międzyczasie nie spacerem, lecz sprintem pobiegłam z Akademii Muzycznej do Kościoła Mariackiego. HURRA!!! Trafiłam na mszę, po niej poszłam do zakrystii by pomodlić się z ludźmi tam obecnymi o znalezienie instrumentu. Klęcząc w Kościele, czekając na wieści wysyłałam wiele wiadomości z prośbą o natychmiastową modlitwę.

Sama modliłam się nie o znalezienie wiolonczeli, ale o pogodzenie się z wolą Boga – jeśli nie znajdzie się wiolonczela, znaczy to że nie mam już na niej grać, i tyle. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Wystarczył jeden telefon i już nie byłam sama. Po modlitwie w zakrystii, będąc wciąż w Kościele widzę, że dzwoni tata: “Właśnie wnoszę wiolonczelę do domu”….. Nasza rozmowa trwała 3 minuty, ale wyglądała tak, że tata tylko mówił, ja milczałam płacząc i szlochając. O dziwo! (Bo kto mnie zna wie, że jestem zawsze bardzo wygadana podczas rozmów.  🙂 )

 Nie wiem, komu zawdzięczać to, że przytargał wiolonczelę ze środka ulicy pod mój dom, był to prawdziwy cud. Dwie godziny na dworze, ale tylu ludzi tam przejeżdża i przechodzi, takie cacko jest świetnym łupem, i nikogo to nie zainteresowało do kradzieży? Cud nr 2.

Czytając dzisiaj Ewangelię, nie sądziłam, że będzie ona tak pasować do dzisiejszego poranka. Podsumowaniem jej było: czy potrafisz przyznać się do Jezusa, Boga, i stwierdzić, że swą radość zawdzięczasz jemu, dzięki niemu jesteś szczęśliwy, że stał się prawdziwy cud?
Odpowiedź brzmi: TAK!
#wiaraczynicuda

Basia Kaczmarek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *