Więcej o nas

dlaczegoniniwa2Dlaczego NINIWA?

Odpowiedź nasuwa się niemal od razu, pod warunkiem, że znamy Księgę Jonasza. Obraz ówczesnej Niniwy można porównać do miejsca skumulowanego zła, kilkakrotnie gorszego od Sodomy i Gomory, gdzie ludzie już tak dalece zatracili się w swoim egoizmie, w hołdowaniu temu co cielesne, że nie mieli już nawet najmniejszych nadziei na uzyskanie Bożego przebaczenia. Nawet Jonasz, który ufał Bogu, znał Jego wielkie dzieła, nie potrafił uwierzyć w możliwość dokonania się tak wielkiego cudu; postanowił sprzeciwić się woli Najwyższego i zdezerterowac… Na szczęście Boga nie da się łatwo wywieść w pole, więc po kilkudniowych „rekolekcjach” w rybim wnętrzu, Jonasz ruszył do Niniwy, by głosić Słowo Boże, by wlać w serca ludzi nadzieję.

Duchowosc3Niniwa dzisiaj

Wiele współczesnych środowisk przypomina Niniwę czasów Jonasza, wielu ludzi wątpi w Boże miłosierdzie, w to, że Bóg kocha i czeka… Tak wielu z nas nie wie, jak ważni jesteśmy dla Boga. Dlaczego tak często ulegamy złudnym koncepcjom szczęścia? Czy sukces i dobra materialne mogą zagwarantować nam bezpieczeństwo, spełnienie i nadać sens naszemu życiu? To wszystko jest ważne i Bóg chce nam dać szczęście już tu na ziemi, ale nasz cel sięga dużo dalej. Życie wieczne i wieczna radość. Trudno przebić to jakąkolwiek ziemską ofertą.

Nasza NINIWA

I my, pomimo naszych słabości i oporu świata, chcemy – jak Jonasz – wyruszyć z Chrystusem, by w mocy Jego Ducha wzywać do nawrócenia i być świadkami Dobrej Nowiny. Mamy świadomość tego, że bycie świadkiem Chrystusa nie jest łatwe, gdyż wymaga nieustannej pracy nad sobą i właśnie dlatego wszystko opieramy na modlitwie, bez której ani rusz. 🙂 Jako niniwici przede wszystkim sami chcemy się nawracać. Nie innych, ale siebie! Sami potrzebujemy non stop zwracać się do Boga i rozpoznawać, do czego On nas dziś zaprasza. Jednak, żyjąc w Kościele, odkrywamy też to drugie wezwanie. Bóg chce, żebyśmy sami głosili innym Dobrą Nowinę. Ta nowina to wiadomość, że Chrystus pomaga nam wychodzić z tego wszystkiego, przez co nie czujemy się wolni.

Do tego wszystkiego potrzebujemy siebie nawzajem. Dlatego chcemy spotykać się we wspólnotach i kontaktować z innymi grupami, żeby rosnąć w siłę, tworząc zwarte, ogólnopolskie Oblackie Duszpasterstwo Młodzieży NINIWA. Razem spotykamy się, modlimy, dzielimy swoimi doświadczeniami i wspólnie działamy.

 Jonasz, nie całkiem superbohater…

JonaszZanim Jonasz poszedł spełnić swoje zadanie, mocno się buntował! Czy my, chrześcijanie XXI wieku, nie zachowujemy się podobnie? Czy chcemy podejmować trud i wysiłek? Czy troszczymy się o innych? Czy może jak Jonasz wolimy postawić na kimś przysłowiowy krzyżyk? Bo czy w ogóle warto się starać? Może i my niejednokrotnie zawiedliśmy Boga. Może nie odpowiedzieliśmy na Jego wezwanie. Może po prostu nam się nie chce. Tymczasem Bóg jest konsekwentny i nie daje za wygraną! Mówi „idź”! Wyruszyć do człowieka, z którym żyję na co dzień, to często najtrudniejsza i najdalsza podróż.

Jako wspólnota NINIWA nasłuchujemy tego „idź”. Chcemy wyjść do innych, ale przede wszystkim samemu opuścić swój ciepły i tylko pozornie bezpieczny kącik (lub jak mawiał Papież Franciszek – zejść z kanapy!). Chcemy wstać i iść do Niniwy!

 Chyba się boję…

No właśnie, łatwo powiedzieć… Trudno przezwyciężyć lęk, to normalne. Ale jeśli jakaś cząstka nas zaczęła zauważać, że coś nie gra z naszym życiem, że jest coś więcej niż szara codzienność, to czy teraz oszukamy samych siebie, z powrotem zakryjemy uszy i zamkniemy oczy?

Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą.” (Mt 28, 1–10)

Skąd wziąć tę odwagę? Jak stać się na tyle wolnym, żeby pokonać własny lęk? Trzeba osobiście spotkać Chrystusa! To On nas uwalnia. Jezus jest najlepszym wzorem odwagi. Zaryzykował swoim życiem. Gdy objawił się jako Syn Boży, ludzie chcieli Go ukamienować za bluźnierstwo. Dobrze wiemy, że to Go nie powstrzymało. Odważnie przeszedł między nimi…

Przetestować swoją odwagę!

pasekprawo7Naśladując Chrystusa, chcemy iść i mówić o Nim naszym bliskim w rodzinie, sąsiadom, w pracy, w szkole. Kto, jeśli nie my, chrześcijanie, ma powiedzieć ludziom, że Chrystus zmartwychwstał? Że daje nam nową szansę, że można żyć inaczej, głębiej, dojrzalej, że można mieć poczucie sensu we wszystkim, co nas dotyczy? Bóg chce posługiwać się ludźmi. To ja mogę być tym kimś, przez kogo Bóg przemówi. Czy mam świadomość, jak wielką wartość mogą wtedy mieć moje słowa albo jak wspaniałe to przedsięwzięcie? Tu nie chodzi o coś abstrakcyjnego! Wieczność jest jeszcze dla mnie odległa? Może i tak, ale moja postawa ma wpływ na rzeczywistość tu i teraz, a w konsekwencji również na przyszłość! Czy chcę świadomie ją kształtować, czy zostawię to komuś innemu?

 

Wzór Eugeniusza!

Szukając wzoru zawierzenia, odwagi i poczucia misji, spotykamy postać założyciela Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej…

grzech + doświadczenie Bożego miłosierdzia + nawrócenie + odwaga + poczucie misji = św. Eugeniusz!

eugeniusz_de_mazenodOto wzór na kogoś, kto nie pozostał obojętny na Boże wezwanie! Ten ktoś był bardzo podobny do nas. Św. Eugeniusz de Mazenod, już w młodym wieku, napotykał wiele trudności. Z powodu rewolucji francuskiej w wieku 8 lat musiał uciekać z rodzicami do Włoch. W Palermo, jak wielu innych, pozwolił się zafascynować tym, co błyszczy. Afiszował się tytułem hrabiego i swoim atrakcyjnym wyglądem. Sprawiało mu przyjemność, że inni go podziwiają. Wrócił do rodzinnego Aix. Wciąż odczuwał egocentryczne zadowolenie z siebie samego. Mimo to czuł, że jego bliscy go nie rozumieją. Jego ojciec i matka po trwającej jakiś czas separacji rozwiedli się. Rodzina w rozsypce. Czy to nie coraz częstszy widok? Czuł także przytłaczający ciężar dominacji niektórych osób ze swej rodziny, które zawsze o wszystkim decydowały za niego. Bał się również o przyszłość. Odkrył, że jego wychowanie jest kompletnie różne od potrzeb nowego świata, który się rodził. Doświadczył serii niepowodzeń: chybiona perspektywa małżeństwa, nieudana kariera, czy oddalenie od wiary otrzymanej w dzieciństwie.

Bez wątpienia młodość Eugeniusza de Mazenoda wpłynęła na to, że później stał się tak wrażliwy na młodzież, że potrafił ją zrozumieć i rozmawiać z nią.

Jak Eugeniusz…

Żeby jednak nie odnieść wrażenia, że całe młodzieńcze życie Eugeniusza było wyłącznie pasmem niepowodzeń, trzeba wiedzieć, że doświadczał również wielu łask. Spotykał na swojej drodze wielu dobrych ludzi. Jego wujek był księdzem i dał bratankowi dobry przykład. We Włoszech wychowywał Eugeniusza sympatyczny kapłan, don Bartolo Zinelli. To on pomógł zaszczepić podstawowe wartości i ducha zdrowej pobożności, które później doprowadziły Eugeniusza do kapłaństwa i jego misji.

Czy czasem i my nie mamy wrażenia, że wszystko, czego się dotkniemy, ostatecznie się wali? Może dostrzegamy tylko te ciemne strony naszego życia, a nie widzimy wielu dobrych osób i sytuacji, które nas spotykają? Tak jak w przypadku Eugeniusza nasze życie nie jest zawsze wyłącznie czarne lub wyłącznie białe.

Chcemy żyć tak jak św. Eugeniusz. On odważnie wychodził do ludzi swoich czasów, którzy nie znali Chrystusa! Walczył, by ich do Jezusa przyprowadzić. Robił to m.in. przez dawanie przykładu, świadectwa wiary. Nie bał się nowych wyzwań. Nie zważając na krytykę z zewnątrz, dostosowywał się do tych, wśród których był (ludzie z marginesu). Wszystko po to, żeby mogli poznać, że Bóg nie zapomina o nikim. Nie ma ludzi, którym Bóg nie daje szansy nawrócenia. My też odkrywamy, że Bóg posyła nas do naszych rówieśników, z naszego środowiska życia.

Duchowosc2Od Jonasza do Eugeniusza…

To nasze hasło przewodnie! Dobrze oddaje to, jacy jesteśmy w punkcie wyjścia, jaką mamy pokonać drogę i do jakiego celu dążyć. Obie te postacie są bardzo do nas podobne. Wiemy, tak jak Jonasz, że Bóg jest realny i że powierza nam ważne zadanie, ale często nie chcemy go realizować. Z kolei Eugeniusz też stoczył ze sobą podobną walkę, ale ostatecznie doświadczył wielkiej Bożej miłości i pokazał, jak sprostać wyzwaniu.

 

Tylko razem. Tylko z Jezusem.

Dobrze wiemy, że pojedynczo niewiele zdziałamy. Apostołowie też nie działali pojedynczo. Mimo to, nawet oni na pewnym etapie zawiedli Jezusa. Mimo trzech lat spędzonych przy Nim, nie byli doskonali. Zwyczajnie uciekli, kiedy Jezus został schwytany! Nie ma powodu myśleć, że mniejsi z nas tchórze. Dlatego nigdy nie mówimy, że ktoś z nas jest już na końcu drogi. Wszyscy właściwie zawsze jesteśmy na początku, wciąż na nowo powinniśmy podejmować trud nawrócenia i nieustannie słuchać, do czego Bóg nas wzywa. Powinniśmy zawsze modlić się o wiarę i odwagę. Jak Jonasz jesteśmy bardzo oporni i zamknięci. Nasze serca są małe i nie potrafią pojąć Bożego miłosierdzia. Tylko Jezus jest niedoścignionym autorytetem. Jest doskonały.

Nie ma czasu…

niemaczasu3aCzas, w którym rodziła się nasza NINIWA, był czasem ostatnich miesięcy pontyfikatu Jana Pawła II, a także jego śmierci dla tego świata. Jan Paweł II zaufał młodzieży. Na jej barki włożył dzieło ewangelizacji. Do młodych niespełna rok wcześniej w Szwajcarii powiedział następujące słowa:

Wyrusz w drogę. Nie zadowalaj się dyskutowaniem; nie czekaj, aby zrobić coś dobrego, na okazje, które może nigdy się nie pojawią. Już nadszedł czas działania! (…). Wy, młodzi, jesteście powołani do głoszenia orędzia Ewangelii świadectwem życia. Kościół potrzebuje waszej energii, waszego entuzjazmu, waszych młodzieńczych ideałów, aby Ewangelia mogła przenikać w tkankę społeczeństwa (…). Nie ma czasu, aby wstydzić się Ewangelii. Jest to raczej czas głoszenia jej na dachach…”.

niemaczasu3bA jeszcze rok wcześniej w Adhortacji Apostolskiej Ecclesia in Europa napisał o Kościele w Europie (nr 69):

We współczesnym społeczeństwie, często zamkniętym na transcendencję, przytłoczonym przez postawy konsumpcyjne, łatwo ulegającym nowym formom bałwochwalstwa, a jednocześnie spragnionym czegoś, co nie przemija, zadanie, które stoi przed Kościołem w Europie jest trudne, a zarazem porywające. Polega ono na odkrywaniu na nowo poczucia „tajemnicy”; na odnowieniu liturgii, aby była bardziej wymownym znakiem obecności Chrystusa Pana; na tworzeniu nowych możliwości wyciszenia, modlitwy i kontemplacji; na powrocie do sakramentów, zwłaszcza do Eucharystii i Pokuty, jako źródeł wolności i nowej nadziei. Dlatego do ciebie, Kościele, który żyjesz w Europie, kieruję naglący apel: bądź Kościołem, który się modli, chwali Boga, uznaje Jego absolutny prymat, wywyższa Go z pełną radości wiarą. Odkryj na nowo poczucie «tajemnicy»: przeżywaj ją z pokorną wdzięcznością; dawaj jej świadectwo z nieodpartą i udzielającą się innym radością. Świętuj Chrystusowe zbawienie: przyjmij je jako dar, który czyni cię Jego sakramentem; niech twoje życie stanie się prawdziwą „rozumną służbą Bożą”, miłą Bogu (por. Rz 12, 1)”.

Mamy nadzieję, że NINIWA oparta na charyzmacie św. Eugeniusza de Mazenoda, który bardzo podobał się Janowi Pawłowi II (Ojciec Święty poprosił nawet o jego relikwie do swej papieskiej kaplicy i uznał Eugeniusza za swojego osobistego patrona Nowej Ewangelizacji), będzie choć w niewielkim zakresie odpowiedzią na wezwanie Papieża. Chcemy być, może kroplą w morzu, ale kroplą, która jest Dobrą Nowiną. I chcemy ją głosić wszystkim z radością i odwagą.