Na co uważać podczas wypadów rowerowych?

Od jakiegoś czasu zachęcamy Was, byście wybierali się na mniejsze lub większe wyprawy rowerowe i cieszymy się, że wielu z Was podejmuje takie plany. Zanim jednak wyruszymy na polskie (i nie tylko) ulice, miejmy na uwadze kilka istotnych kwestii.

Na ulicy czyha na nas kilka niebezpieczeństw, ale jeśli nie będziemy ostrożni, wkrótce sami możemy stać się niebezpieczeństwem dla innych. Powinniśmy szybko uświadomić sobie, że jesteśmy szersi, niż na rowerze bez sakw i wykonując różne manewry sakwami możemy z łatwością o coś lub o kogoś zahaczyć.

Zgodnie z przepisami

Przede wszystkim, jeśli jeszcze tego nie robimy, powinniśmy jak najszybciej nauczyć się stosować do przepisów ruchu drogowego, w końcu jesteśmy jego pełnoprawnymi uczestnikami. Nasze miejsce jest na ulicy lub na ścieżce rowerowej, a nie na chodniku. (chyba że ten jest bardzo szeroki, lub warunki pogodowe zagrażają nam na drodze, a auta mkną szybciej niż 50 km/h) . Zanim zaczniemy skręcać, powinniśmy odpowiednio wcześniej zasygnalizować to ręką. Jeśli skręcamy na ulicy w lewo, wystawmy rękę, i kiedy na to nam pozwolą samochody za nami (a spokojnie – pozwalają raczej szybko), skierujmy się w stronę środka jezdni i dopiero rozpocznijmy skręcanie. Oczywiście, gdy nic nie nadjeżdża z przodu.

Na jezdni trzymajmy się jej prawej krawędzi, a gdy jeździmy w większych grupach starajmy się dzielić w grupy kilkuosobowe i zachowajmy między sobą taką odległość, by te mogły bezpiecznie nas wyprzedzać. Polski ustawodawca nakazuje zachować odległość 200 metrów pomiędzy kolumnami. Jeśli zaś my chcemy wyprzedzić rower (lub motor), który porusza się wolniej niż my lub jesteśmy do tego zmuszeni, bo kolega przed nami wydziela zapach jakby był … na wyprawie rowerowej – pamiętajmy, że jesteśmy zobowiązani wyprzedzić go z lewej strony, zachowując przynajmniej metr odległości. Wcześniej oczywiście upewnijmy się, czy nasz nagły manewr nie spowoduje paniki kierowców i wskutek tego kolizji stulecia na drodze wojewódzkiej.  Co ciekawe, w polskim prawie jest zapis, że jeżeli wyprzedzamy pojazdy „inne, niż rower”, możemy wyprzedzać je z prawej strony. Postarajmy się jednak wówczas nie wpaść do rowu melioracyjnego.

Gdy jedziemy w dwójkę, często chcemy jechać obok siebie, a nie za sobą – to zrozumiałe i prawo nam tego nie zabrania. Czy jest jakieś „ale”? Oczywiście! Nie możemy w żaden utrudniać poruszania się innym uczestnikom ruchu albo w inny sposób nie zagrażać bezpieczeństwu ruchu drogowego.

No i bądźmy widoczni – nie musimy wzorem NINIWA Team wozić ze sobą ogromnej flagi na 10 metrowej wędce, chociaż co kto woli, ale pomyślmy o kamizelkach odblaskowych, które mogą nam uratować życie nie tylko nocą.

Jak zachować się na ulicy?

Skoro jesteśmy przy ostrzeżeniach, przypomnijmy sobie kilka zasad, które o tyle dla jednych są oczywiste, co dla innych odkrywcze:

Dziury – omijajmy wszystkie dziury, nigdy nie wiadomo co się w nich kryje, niewygodnie się przez nie przejeżdża i możemy nabawić się „flapa” w lepszym wypadku, a w gorszym pokrzywić felgę. Po co to komu?

Kałuże – zapamiętajmy, że kałuże to po prostu mokre dziury. W dodatku mogą nas poślizgnąć i zrzucić z roweru. Mają też tą właściwość, że są mokre i brudne i przy upadku czynią nas podobnymi sobie.

Mokra nawierzchnia – jeśli wyliczać zalety jazdy z sakwami, zdecydowanie trzeba powiedzieć o właściwości jazdy po mokrym. Przy większym ciężarze mamy większy docisk i jeśli nie będziemy szaleć, nasze koła nie powinny nam płatać figli, za to będą dobrze trzymać się nawierzchni.

Znaki poziome na ulicy – musimy na nie uważać, bo to podstępne charaktery – farby którymi są malowane bywają koszmarnie śliskie. Lepiej się o tym nie przekonywać i uważać, gdy hamując najedziemy np. na pasy przejścia dla pieszych.

Tory – dobrze byłoby pokonywać je jak najbliżej kąta prostego. Jeśli podjedziemy do nich zbyt równolegle, koło może wpaść do szyny, a my możemy spaść na asfalt.

Krawężniki – podobnie jak w przypadku torów postarajmy się podjechać w miarę możliwości pod kątem prostym. Ograniczmy również prędkość do minimum. Najlepiej w ogóle się zatrzymać i wnieść rower na krawężnik (o ile nie jest obniżony). Szybki wjazd na krawężnik po podrzuceniu przedniego koła naraża mocno nasze obciążone tylne koło i ryzykujemy pęknięcie szprychy.

Zjazdy z górki – po ciężkich podjazdach czeka nas nagroda – długi zjazd. Przez kilka lub kilkanaście kilometrów będziemy rozkoszować się widokami i prędkością, bez potrzeby ruszenia korbą. Zanim zaczniemy ścierać nasze hamulce, uświadommy sobie, że jeśli spociliśmy się mocno pedałując pod górkę, natychmiastowy zjazd spowoduje tak samo szybko ulgę, jak i przeziębienie. Wytrzyjmy się zatem i ubierzmy – wiatr zadba o to, byśmy się nie zgrzali. Niektórzy przed zjazdami ubierają wzorem starodawnych motocyklistów gazety pod koszulę. Sami sobie powinniśmy być także wdzięczni, jeśli zadbamy odpowiednio o ocieplenie naszych zatok przez opaskę, komin lub czapkę. Oczywiście kask jest bardziej niż obowiązkowy.

Kultura – nie jesteśmy sami na świecie. Bądźmy uprzejmi, nie przeszkadzajmy innym i nie zaśmiecajmy środowiska. Jedźmy po prawej stronie drogi, pozdrawiajmy innych rowerzystów wyprawowych, woźmy ze sobą worki na śmieci i zapytajmy kogoś, kto na poboczu naprawia rower czy przypadkiem nie potrzebuje pomocy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *