Relacja z I wyprawy przygotowawczej

Basia, która w zeszłym roku po raz pierwszy wyruszyła na wyprawę rowerową z NINIWA Team, w tym roku ponownie uczestniczy w przygotowaniach. Podzieliła się z nami także swoją relacją. Zobaczmy jak zeszłoroczna debiutantka wspomina tegoroczną wyprawę przygotowawczą:

3 kwietnia – pobudka o 4:30.
Gdyby wyprawa zaczęła się dwa dni wcześniej, w Prima Aprilis, pomyślałabym że ta godzina to niezły żart. Dzisiejszy plan jest bardzo ambitny, mamy do przejechania w końcu 220 km do świętego Krzyża. Zaczynamy dzień od Mszy świętej. Jest nas tak dużo, że część osób nie zamieściła się w kaplicy. (Jak dobrze jest być kobietą gdy ktoś ustępuje Ci miejsca siedzącego…).

Po Eucharystii czas na drugie śniadanie i zapakowanie roweru. Zeszłoroczna wyprawa na Islandię wyszkoliła mnie do szybkiego, a jednocześnie dokładnego pakowania. Jak jest miła atmosfera czas szybko leci. Pamiętam moją pierwszą przygotowawczą – z powodu emocji nie potrafiłam spać w nocy, nikogo nie znałam. Teraz stres jest dużo mniejszy, w końcu wokół mnie jest tylu przyjaciół! Temperatura rano krótko mówiąc – rześka, a jak się stoi bez ruchu przez dłuższy czas palce zaczynają zamarzać.

No to w drogę! Podczas każdej 50-tki coraz bardziej zapominałam o codziennych problemach, mój mózg zaczynał się resetować, a telefon spał sobie cały czas w sakwie. Uwielbiam to uczucie! (ps. bez telefonu da się przeżyć). Lepszej pogody nie mogliśmy sobie wyobrazić. Perspektywa noclegu pod dachem brzmi cudownie! Jesteśmy umówieni na 20.00 na Świętym Krzyżu. Czas przyspieszyć tempo! Spojlerując – przejechaliśmy cały zamierzony dystans :

Na św. Krzyżu ugościli nas chlebem solą i bigosem! Czego więcej potrzeba do szczęścia… No może łóżek i gorącego prysznica? – załatwione!

Było nam tam aż za dobrze, ale niniwici w jednym miejscu nigdy nie są zbyt długo. Kolejny dzień, 4 kwietnia, rozpoczęliśmy o 8.00 Mszą święta. Po wczorajszym dystansie każdemu przydały się te 2 godziny snu więcej. Pamiątkowe zdjęcie, ucałowanie relikwii Drzewa Krzyża Świętego i ruszamy w dalszą drogę! Dzisiejszy dystans 120 km z powodu późnej godziny wyjazdu dla większości nie był porywający. Udało nam się jednak sprawnie go przejechać, choć nie obyło się bez awarii przerzutki. Na szczęście sklep rowerowy był jeszcze otwarty. Gdy słońce zaczęło zachodzić nadszedł czas, by znaleźć miejsce na nocleg! Przygarnęła nas do swojego ogrodu p. Marzena, która przygotowała wielki garnek z gorącą herbatą.

Po kilku kubkach już nie czuliśmy spadającej temperatury. Po zachodzie słońca wszyscy byli w komplecie! Idealnie gwieździste niebo nie pozwalało nam spać, aż chciało się jeszcze chwile posiedzieć po ciszy nocnej, spędzając czas na grze która zajmowała tylko 5 sekund 😉 Noc z 4/5 kwietnia była idealną okazja do sprawdzenia śpiworów i zatyczek do uszu, czy nie przechodzą przez nie dźwięki chrapania i, przykładowo, 3 godzinny koncert psów.

6 kwietnia pobudka nastąpiła o 5:00, a wyjazd o 6:00. Do tej pory musieliśmy pożegnać już kilka osób, ale każdy z nich jest wielkim fighterem! Nasz dzisiejszy cel to Ogrodzieniec! Słońce, słońce i jeszcze raz słońce! Jest przepięknie, czasem chciało by się tylko wsiąść na rower i bez przerwy na nim jechać! Prowadzenie grupy to świetna sprawa, nawet jak wiał mocny wiatr. Małe wyścigi nikomu nie zaszkodzą, w końcu to wyprawa przygotowawcza. 😉

Mszą święta odbyła się w polu. Powoli zaczęłam odczuwać braki kremu do opalania, dziękuję każdemu kto mnie poratował odrobiną.

Każdy postój co 50km regenerował nasze siły. W końcu dojechaliśmy do Ogrodzieńca. Bo jak nie my to kto?! Proboszcz miejscowej parafii wieczorem opowiedział nam jej historię oraz dał znakomity koncert na akordeonie! Część z nas poszła zobaczyć słynne ruiny zamku, część poszła na zwykły spacer, reszta regenerowała się na różne sposoby. Dzień później już powrót do Kokotka.

Jak ciężko jest wracać z wyprawy. Czasami czas zdecydowanie za szybko płynie, było super!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *