Relacja z wolontariatu w Tywrowie (Ukraina)

Do Tywrowa pojechaliśmy z Marysią na początku lipca. Był to pierwszy raz, kiedy miałem okazję brać udział w wolontariacie misyjnym, a także pierwszy raz na Ukrainie. Na miejscu zostaliśmy przyjęci tak serdecznie, że po jakiejkolwiek niepewności ,,jak to będzie” nie został najmniejszy ślad. Szybko też okazało się, że choć wcześniej nie znałem języka, to kilka lekcji w czasie zjazdów wystarczyło, żeby komunikować się nie tylko z domownikami, którzy znali polski.

Dni zaczynaliśmy jutrznią, codziennie spotykaliśmy się na Eucharystii, a także wspólnych posiłkach. Zawsze też znalazła się chwila w ciągu dnia na rozmowę przy kawie. Nie można też zapominać o wielu atrakcjach zapewnianych przez gospodarzy, które pozwalały lepiej poznać i zachwycić się Ukrainą. W ciągu dnia pomagaliśmy w kuchni i domu, a także przy odbudowie kościoła i przygotowaniu festiwalu dla młodzieży Tchnienie Życia. Mieliśmy okazję robić przeróżne rzeczy – od mieszania łazanek łyżką wielkości wiosła, przez gotowanie kompotu i szeroko pojęte sprzątanie, po rozbijanie ścian (młotem) i namiotów (trochę mniejszym młotkiem).

Praca była też okazją do spotkania z drugim człowiekiem, podzielenia się sobą, doświadczeniem Boga czy też po prostu kawałkiem swojej historii. Z jednej strony ludzie byli przeróżni, a z drugiej mieli jedną wspólną cechę – spotkanie z nimi zostawiało w przekonaniu, że trzy tygodnie, które tam spędziłem, to zdecydowanie za mało na spotkanie nawet z jedną z tych osób. Klasztor w Tywrowie jest pełen wspaniałych ludzi, ale też szczególnych miejsc. Jednym z nich jest kuchnia, w której zawsze można kogoś spotkać, porozmawiać, w której zawsze jest coś do zrobienia i – oczywiście – do jedzenia.

Po tym krótkim czasie w Tywrowie mam wrażenie, że rytm życiu nadaje tam służba – parafianom, gościom klasztoru, uczestnikom rekolekcji, przyszłym pielgrzymom, sobie nawzajem i wielu innym. Bardzo się cieszę, że choć przez chwilę mogłem być częścią tego, co się tam dzieje.

Rozpoczynając rok temu kolejny semestr na studiach nie myślałem, że wezmę udział w wolontariacie, nie wiedziałem prawie nic o Niniwie, nie byłem na pierwszym zjeździe w roku, ani nie znałem ukraińskiego. Parę miesięcy później byłem już w pociągu do Winnicy. Dlatego nawet jeśli masz jakieś wątpliwości – to nic, po prostu przyjedź!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *