Kwietniowa relacja

Mimo końca kwietnia pogoda nie rozpieszcza. Z racji tego, że raczej wszyscy przez nią siedzimy w domach, śpieszymy do Was z lekturą. 🙂 Tym razem będzie to relacja ze Zjazdu Wolontariatu Misyjnego, który odbył się w miniony weekend. Autorką relacji jest Zofia Wiśniewska.

„Dzisiaj zakończyło się kolejne spotkanie młodzieży oblackiej przygotowującej się do wyjazdów na wolontariat misyjny. Był to czas nie tylko nawiązywania relacji pomiędzy uczestnikami, ale również doświadczenia przymierza, które Bóg zawarł z nami. O. Kazimierz  w swojej homilii zwrócił uwagę na istotę osobistego doświadczenia Boga: tylko autentyczne spotkanie z Jego miłością może dać nam siłę do niesienia posłania dalej. Nasz pobyt w Kokotku był więc kolejną okazją do umocnienia więzi z Bogiem i zastanowienia się nad tym, gdzie chcielibyśmy być świadkami Ewangelii.

Gdzie Bóg nas potrzebuje? Czy będzie to Ukraina, Białoruś, Czechy czy Słowacja? Niezależnie od naszych wyborów, wszyscy z zapałem i radością próbowaliśmy opanować kolejne słowa i zwroty w języku ukraińskim. Pomiędzy pytaniami де тут найближчий банкомат? (gdzie jest nabliższy bankomat) i котра година? (która godzina?) można było wyczuć pragnienie, które nas łączy я хочу бути свідком Ісуса Христа (chcę być świadkiem Jezusa Chrystusa). Ta potrzeba serca jest spoiwem, dzięki któremu stworzyliśmy jedną wspólnotę z osób o odległych zainteresowaniach (w tym m.in. języka malajskiego, chemii … ), pochodzących z różnych części Polski i przechodzących inne etapy w życiu religijnym. Pierwszy raz brałam udział w spotkaniu w Kokotku, ale dzięki miłości i otwartości, z którą zostałam przyjęta, od razu poczułam się częścią tej wspólnoty i jej misji. Dziękuję wszystkim na wspólnie spędzony czas i до побачення.”

 

Zofia

Siedziałam już w pociągu, kiedy zaczęłam zastanawiać się, czy faktycznie pragnę wyjechać na misję. Po co mi to? A co, jeśli nie dogadam się z tymi ludźmi? Te i wiele innych pytań wirowało w mojej głowie. Uznałam jednak, że nic nie tracę próbując i możliwe, że będzie to pierwszy i ostatni raz, kiedy pojawię się na zjeździe. Tak oto trafiłam do Kokotka 13 stycznia na II Zjazd Wolontariatu Misyjnego. Nieoficjalnie rozpoczęliśmy spotkanie od wspólnego posiłku, bo przecież nic tak nie integruje, jak wspólne przygotowanie kolacji. Oficjalnie, w pełnym składzie spotkaliśmy się na nabożeństwie słowa Bożego. Wspólnie wsłuchiwaliśmy się w to,  co Pan do nas mówi. Kilka osób podzieliło się własnymi przemyśleniami. (Nie przeszkodziły nam nawet radosne dźwięki kolędowania dochodzące z odbywającego się właśnie opłatka dla dorosłych.) Diakon Adam (zastępujący o. Kazimierza) przywitał wszystkich, a potem każdy opowiedział o sobie kilka zdań. Wieczór (a może i kawałek nocy) upłynął w radosnej atmosferze. Wspólna gra w psychiatryka, tik i tak czy  tabu, nieźle nas zintegrowały (UWAGA! Zagadka dla Ciebie drogi czytelniku: co to jest: leje się jak wodę, ale złoto?)*. Śmiechom nie było końca i ciężko było się rozstać, ale pobudka o 7.30 zmotywowała nas do snu.  Drugi dzień rozpoczęliśmy najważniejszym punktem – wspólną Mszą Świętą w kościele. W ewangelii mogliśmy usłyszeć słowa: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”. To zdanie szczególnie utkwiło mi w pamięci. Ile razy my zamykamy się na drugiego człowieka? Ile razy przekreśliliśmy bliźniego, uznając go za gorszego od nas? Jezus wyciąga rękę i daje szanse każdemu. Pomyślałam, że warto zamienić dystans na otwartość, rzeczy materialne, których stale nam mało na dobre relacje międzyludzkie. Po mszy wspólnie przygotowaliśmy śniadanie, które z wielkim apetytem pochłonęliśmy w kilka minut. O godzinie 10 świadectwo Basi i Malwiny z pobytu na Ukrainie. Muszę przyznać, że szczególnie ujęła mnie opowieść Malwiny (nie tylko z powodu jej wzruszenia), ale sposób w jaki mówiła o mieszkańcach Tywrowa. Jej słowa były dla mnie najprawdziwsze na świecie. Pokazała nam, że wolontariat misyjny jest pięknym doświadczeniem i mimo, że czasem jest ciężko, to naprawdę warto. Jej historia dała mi ogromnego kopa do dalszego działania. Wtedy podziękowałam, że wsiadłam do pociągu i jestem w miejscu, w którym powinnam być. Około godziny 13 smaczny obiad i czas wolny. Kilka osób wróciło do beztroskich czasów dzieciństwa i wybrała szaleństwo na sankach, pozostali spacerowali w białej aurze zasypanego śniegiem Kokotka. Następnie koronka w kaplicy oraz świadectwo diakona Adama z jego posługi misyjnej w Kamerunie. Prośba o niezamykanie się w małych kręgach, ale otwartość na innych, otwartość na to, co nieznane. Wysłuchaliśmy również krótkiego świadectwa Weroniki z pobytu w Pradze oraz Moniki z doświadczenia na Białorusi. Po zakręconym dniu wyciszyliśmy się podczas wspólnej adoracji. Spokój i skupienie, wsłuchanie się w głąb siebie są pięknymi doświadczeniami. W naszym codziennym życiu, szalonym pędzie warto znaleźć chwilę na moment adorowania  Tego, dzięki któremu tutaj jesteśmy. Kolejny punkt programu to kolacja i zabawy integracyjne, które znów trwały do późnych godzin wieczornych. Kalambury ukazały nasze zdolności muzyczne oraz plastyczne Niedziela była ostatnim dniem zjazdu. Pomimo krótkiej nocy warto było pokonać zmęczenie i spotkać się na jutrzni. Po śniadaniu przyszedł czas na odśnieżanie  nieźle zasypanego Kokotka (oczywiście tym zajęła się męską część towarzystwa). O 10 msza święta przeżywana razem z parafianami, a pod kościołem bitwa na śnieżki z najmłodszym kokotkowym pokoleniem (i tym trochę starszym też). Ostatnim punktem było podsumowanie całego weekendu. Każdy podzielił się swoimi przeżyciami oraz ewentualnymi uwagami. Magda odpowiedziała na pytania, które nurtowały kilku uczestników. Diakon Adam podzielił się swoimi przemyśleniami, refleksjami z przeżytego wspólnie z nami weekendu i swojego debiutu w roli prowadzącego.Odpowiadając na pytanie tytułowe: czy to ostatni raz? Zdecydowanie nie! Cieszę się, że coś, a raczej ktoś pchnął mnie do tego, abym pojawiła się na spotkaniu. Nie spodziewałam się, że poznam tylu fantastycznych ludzi, z którymi będzie mi się tak dobrze współpracowało. WSPÓLNOTA, WSPÓLNOTA, WSPÓLNOTA. Tak najlepiej mogę podsumować ten czas. Była widoczna na każdym kroku, w każdym działaniu. Do zobaczenia w lutym 😉
Sandra Hetman * Odpowiedź do hipertrudnej zagadki: PRZELEW!